
„Osiem cztery” to pierwsza książka Mirosława Nahacza, który ma 19 lat i mieszka w Beskidzie Niskim, będąca w istocie jawną czy kryptopolemiką autora/wydawcy z utworem innej młodej pisarki, a w każdym razie próbą powtórzenia „sukcesu” Masłowskiej, wprowadzenia na rynek, z którego schodzi jej „powieść dresiarska”, pewnej odmiany „powieści ćpunowskiej”. Bo do lektury zachęca nas sam Andrzej Stasiuk równocześnie przyznając się do własnej porażki jako pisarza w obliczu tej prozy. Ale „Osiem cztery” to nie kolejny, jak można przypuszczać, socjotechniczny humbug. Pomimo przeładowania wulgaryzmami i stylizowanych na pijacką mowę dialogów, książka ta przynosi odważną próbę opisania losu młodego pokolenia zepchniętego obecnie, zwłaszcza na prowincji, w strefę niebytu i milczenia, u którego naturalna potrzeba buntu przeciwko zakłamaniu i hipokryzji „starego” świata została stłumiona przez dobrobyt i kulturę masową. Mocną stroną książki są realistyczne opisy prozatorskie: przyrody, przestrzeni miasta, wschodu słońca. Nie stroni się autor od aluzji kulturowych, wpisywani narracji w porządek historyczny, osadzenia w tradycji (kobieta-Polka, Sarmaci, Kresy). Obecne są też elementy powieści inicjacyjnej, np. błądzenie w labiryncie i doznanie nieskończoności świata. Chociaż wszystkie te ciekawe wątki giną w gąszczu stylizacji powieści na pijacki bełkot, nocnego imprezowania, którego jedynym celem jest „ujarać, upić, zagrzybić”. Pozostaje jedynie czekać na kolejną książkę tego autora, która zostałaby napisana nie pod dyktando panującej obecnie mody.
Eugeniusz Sobol
Opublikowane w Topos nr 4-5 2003

