Dariusz Tołczyk, Gułag w oczach Zachodu

Wrzesień 3, 2010

Dariusz Tołczyk, Gułag w oczach Zachodu

Prószyński i S-ka, Warszawa 2009

Stalin, Sartre i prawda o Gułagu

Książka Dariusza Tołczyka „Gułag w oczach Zachodu” to bogato udokumentowany zarys historyczny dotyczący reakcji Zachodu na zbrodnie komunistyczne. Punktem wyjścia rozważań autora jest przekonanie, że przestępstwa te nie zostały należycie osądzone i potępione, jak to miało miejsce w przypadku zbrodni hitlerowskich. Gułag nie przeniknął do świadomości zbiorowej społeczeństwa postnowoczesnego i temat ten rzadko jest podejmowany w kulturze masowej. Na Zachodzie nie brakowało świadectw o represjach w Związku Radzieckim, ale prawda ta prawie zawsze była upolityczniona. W ocenie II wojny światowej obowiązywał czarno-biały scenariusz, zgodnie z którym było to starcie dobra ze złem, więc zachodnie rządy długo ukrywały przed własnymi obywatelami fakt, że dla pokonania Hitlera sprzymierzyły się z jeszcze większym zbrodniarzem. Sukcesy święciła sowiecka propaganda, ale jej oddziaływanie nie byłoby tak skuteczne, gdyby serwowane przez nią kłamstwa nie zostawały później uwiarygadniane przez głosy poputczyków – lub „pożytecznych idiotów” jak ich nazywał Lenin, do których należała znaczna część zachodniej elity intelektualnej. I to właśnie ich Tołczyk oskarża o nieformalny współudział w zbrodniach Stalina. Przestawia i analizuje literaturę apologetyczną, służącą negacji prawdy o Gułagu, konfrontuje ją z relacjami byłych więźniów sowieckich łagrów.W rozdziale „Sny o Rosji” autor wyprowadza korzenie sowieckiego totalitaryzmu z ideologii Oświecenia i tradycji jakobińskich. Przypomina, że już za panowania Piotra I i Katarzyny II dla zachodnich myślicieli urządzano w Rosji potiomkinowskie spektakle, po których przedstawiali oni, np. Diderot i Wolter, rosyjskich carów jako humanitarnych władców. Zaś po 1917 roku w wyobraźni Zachodu nałożyły się na siebie mit Rosji, kraju niepojętego i egzotycznego, oraz mit rewolucji. Po krótkim okresie kultu rewolucyjnej przemocy, który był kształtowany także w literaturze (Majakowski, Pilniak, D. Biedny), bolszewicy zrozumieli, że aby przetrwać, potrzebują jak powietrza współpracy gospodarczej z Zachodem, który należało przekonać, że ZSRR to normalne państwo, jak każde inne. Długą listę poputczyków, zdaniem Tołczyka, otwiera amerykański dziennikarz John Reed , autor książki „Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem”, a wśród pierwszych entuzjastów bolszewickiego reżimu wymienia Louisa Aragona, Bertolda Brechta, Hermana Hesse, dla których Kraj Rad był projekcją ich własnych lewicowych przekonań i alternatywą dla rozpadającego się świata burżuazyjnych wartości. Ale już w 1923 roku na Wyspach Sołowieckich postaje pierwszy obóz koncentracyjny, a kilka lat później w języku angielskim ukazują się wstrząsające wspomnienia uciekinierów z tego łagru, białych oficerów Malsagowa i Bezsonowa.
Za ważną cenzurę w kształtowaniu zakłamanego obrazu Rosji na Zachodzie Tołczyk uznaje rok 1926, gdy załamała się giełda w Nowym Yorku i nastąpił kryzys gospodarczy. Wtedy do grona wielbicieli Stalina dołączył wielki biznes. Zachód potrzebował tanich surowców, a bolszewicki reżim – maszyn i technologii. Wtedy władze w Moskwie dostrzegły chęć bagatelizowania ze strony Zachodu terroru, przy którego pomocy zarządzały społeczeństwem i gospodarką, podkreśla autor książki. Puściły w ruch machinę propagandową. Przede wszystkim należało ocenzurować informacje prasowe zachodnich korespondentów napływające z ZSRR. Symptomatyczna pod tym względem była postawa Waltera Duranty, wieloletniego korespondenta „New York Timesa”, który konsekwentnie negował Wielki Głód i stalinowskie czystki. W roku 1932 dostał Nagrodę Pulitzera za „obiektywizm, trafność sądów oraz wyjątkową jasność” reportaży z Rosji. Prawdopodobnie znajdował się na liście płac GPU, prowadził luksusowy tryb życia i dorabiał zajmując się przemytem dzieł sztuki. Londyński „Times”, który usiłował pisać prawdę o bolszewickim terrorze, w ogóle nie otrzymał akredytacji w Rosji.
W rozdziale „Wielki teatr” Tołczyk opisuje, jak sołowiecki eksperyment postanowiono rozszerzyć na cały kraj, aby przy pomocy niewolniczej pracy więźniów przeprowadzić modernizację i uczynić z ZSRR mocarstwo. Bolszewicy obawiali się reakcji Zachodu na powstający system państwowego niewolnictwa, ale jednocześnie Stalin pamiętał, jak brutalność reform Piotra I wcale nie zaszkodziła reputacji tego cara, wręcz przeciwnie, budowniczy Petersburga wzbudzał zachwyt i respekt w europejskich stolicach. W związku z utworzeniem w 1931 roku Gławnogo Uprawlenija Łagieriej, nastąpił także rozkwit literatury apologetycznej, która na wiele lat zastąpiła obiektywne źródło wiedzy o Rosji. Zachodniej opinii publicznej system łagrów bolszewicy przedstawiali jako nowoczesną i humanitarną metodę resocjalizacji, inaczej „pieriekowki”. Autorytetem, który miał uwiarygodnić to kłamstwo, był Gorki. W roku 1928 ukazał się pod jego redakcją zbiór reportaży z wycieczki organizowanej przez GPU 120 (!) pisarzy radzieckich zatytułowany „Białomorsko-Bałtycki kanał im. Józefa Stalina. Historia budowy”. Książkę natychmiast przetłumaczono na język angielski i zadbano, by towarzyszyły jej entuzjastyczne recenzje. Kolejnym dziełem w nurcie zakłamywania prawdy o sowieckich obozach była sztuka Nikołaja Pogodina „Arystokraci”, której bohaterowie odrodzili się wewnętrznie w łagrze przy budowie wspomnianego kanału. Specy od propagandy organizowali wycieczki zagranicznych gości do pokazowych łagrów – nowych potiomkinowskich wiosek, najbardziej znany łagier tego typu znajdował się w Bolszewie koło Moskwy. Wrażenia z tych wyreżyserowanych podróży opublikowano w 1932 roku w książce pod tytułem „Glazami inostrancew. Inostrannyje pisatieli o Sowietskom Sojuzie”. Spis treści tej książki prawie w całości pokrywa się z podręcznikiem współczesnej literatury światowej. Humanitaryzm bolszewickich rządów wychwalali: Anatol France, Andre Maurois, Romain Rolland, Henri Barbusse, Tomasz Mann, Heinrich Mann, Gerhard Hauptmann, George Shaw, Dos Passos, Theodore Dreiser, Upton Sinclaire, Georg Lukacs.
Rozpowszechnianie kłamstw na temat systemu terroru panującego w ZSRR było na Zachodzie ułatwione dzięki kształtowanemu wizerunkowi Stalina jako jedynego przywódcy będącego w stanie przeciwstawić się Hitlerowi. Rok 1939 i sowiecko-niemiecka agresja na Polskę na krótko zachwiały czarno-bialym scenariuszem, według którego miała toczyć się II wojna światowa, ale już w 1942 roku, wraz z postaniem koalicji antyhitlerowskiej, Stalin „nosił znowu biały kapelusz”, pisze autor książki. Tym razem za tworzenie postaci „dobrego wujka Joe” zabrał się panujący nad wyobraźnią masową Hollywood. Nakręcono filmową wersję książki ambasadora USA w Moskwie Josepha Daviesa „Misja w Moskwie”, innym przebojem był film „Gwiazda Polarna”, opowiadający o szczęśliwym życiu kołchozników. W teatralnych dekoracjach przebiegała wizyta wiceprezydenta USA Henry’ego Wallace na Kołymie w maju 1944 roku. Nie zauważył ani śladu owego „białego krematorium”, najstraszniejszego miejsca w systemie Gułagu, które potem opisał Szałamow. Amerykański dygnitarz zachwycił się dobrymi warunkami, w których pracują robotnicy (w rzeczywistości byli to więźniowie). Po powrocie wydał książkę „Soviet Asia Mission”, w której zawarł uwagi dotyczące rozwoju sowiecko-amerykańskiej współpracy. W podobnym duchu podziwu dla osiągnięć reżimu komunistycznego w zagospodarowaniu Syberii był utrzymany reportaż profesora orientalisty Owena Lattimore’a, opublikowany w prestiżowym „National Geografic”. Według niego Kołyma przypomina okręgi przesyłowe na zachodnim wybrzeżu Stanów, a nawet jest od nich lepsza, bo nie ma tam przestępczości. Te relacje dziś możemy traktować jedynie w kategoriach czarnej groteski, podsumowuje autor książki o Gułagu. Przedstawiciele wolnego świata wcielili się bowiem w rolę pajaców, pociąganych za sznurki przez rozbawionych zbrodniarzy.
W marcu 1942 roku na mocy porozumienia Sikorski-Majski dotyczącej amnestii dla polskich obywateli i utworzenia Armii Andersa, rzesze byłych więźniów wydostały się z komunistycznego imperium. Ich liczba jest szacowana na 115 tys. osób. Do zachodnich stolic popłynęli raporty, sporządzone przez polskie władze na uchodźstwie, poparte zdjęciami ludzi wyglądających jak żywe szkielety, głodnych i schorowanych. Alianci utajniły te dokumenty, by nie drażnić sojusznika. Kolejnym ciosem w wizerunek Stalina na Zachodzie był Katyń. Zachodnie media natychmiast podchwycili sowiecką wersję wydarzeń, iż jest to hitlerowska prowokacja i usiłowały zmusić do jej przyjęcia polski rząd w Londynie, podkreśla autor.
Tołczyk oskarża Zachód nie tylko o moralne przyzwolenie na funkcjonowanie państwowego systemu pracy niewolniczej w ZSRR oraz tuszowanie stalinowskich zbrodni, ale także o bezpośrednią pomóc w dostarczaniu nowych rzesz więźniów do Gułagu. Na mocy tajnych porozumień jałtańskich, wszyscy obywatele sowieccy na terenach okupowanych przez hitlerowców powinni byli zostać przekazani w ręce władz komunistycznych (chociaż w rzeczywistości klauzula mówiła tylko o kolaborantach lub żołnierzach służących pod niemieckim dowództwem). NKWD zaczęło przeprowadzać w Europie prawdziwe łapanki. Autor podaje, że w latach 1945-1946 przez sowieckie obozy filtracyjne przewinęło się około 4 mln osób, z czego prawie połowa dostała wyroki za „zdradę ojczyzny”. Niezmywalną plamą na honorze Zachodu Tołczyk nazywa pacyfikację i przymusową „repatriację” Korpusu Kozackiego w dolinie rzeki Drawy w Austrii. Oglądając dantejskie sceny zbiorowych samobójstw całych kozackich rodzin brytyjscy oficerowie i żołnierze odmawiali wykonywania rozkazów.
Gdy w 1946 roku Europę podzieliła „żelazna kurtyna” zachodnie władze w myśl retoryki zimnowojennej wręcz zaczęły zachęcać do ujawnienia zbrodni stalinowskich. Jak grzyby po deszczu zaczęły się ukazywać relacje byłych więźniów Gułagu. Nieprzypadkowo, w tym nurcie prym wiedli Polacy: Józef Czapski, Herling-Grudziński, Anatol Krakowiecki, Beata Obertyńska, Kazimierz Zamojski. Została opublikowana także praca zbiorowa „Ciemna strona księżyca”, na którą złożyły się wspomnienia obywateli Rzeczpospolitej. Przedmowę do niej napisał T. S. Eliot. Tołczyk zwraca uwagę na fakt, że najobszerniejsze do tej pory studium o Gułagu, „Praca przymusowa w Związku Radzieckim” (1946-1947), autorstwa amerykańskich historyków Davida Dallina i Borysa Nikołajewskiego, także opierała się przede wszystkim na świadectwach Polaków.
W okresie zimnowojennym antykomunizm stał się w Stanach obowiązującą doktryną polityczną, ale w Europie prawda o stalinowskich zbrodniach z trudem torowała sobie drogę przez gąszcz kłamstw rozpowszechnianych przez poputczyków. Najcięższa batalia prawdy i kłamstwa o Sowieckiej Rosji, zdaniem Tołczyka, toczyła się we Francji. Francuska Partia Komunistyczna cieszyła się, grając na antyamerykańskich resentymentach, niebywałym trzydziestoprocentowym poparciem, więc czyniła wszystko, by zagłuszyć opinie krytyczne na temat ZSRR. Ważną rolę w obaleniu mitu o komunizmie w tym kraju odegrały dwa głośne procesy – „sprawa Krawczenki i Rousseta”. Wiktor Krawczenko przybył do USA w składzie radzieckiej delegacji i postanowił „wybrać wolność”. Tak też zatytułował swoją książkę opowiadającą o stalinowskim terrorze. Pochodził z Ukrainy, więc sporo wiedział o skutkach morderczej kolektywizacji. Francuska skrajna lewica na polecenie Kremla rozpętała nagonkę przeciwko Krawczence, w której przodowała gazeta francuskich komunistów „Les Lettres françaises”. Pozwał pismo do sądu, powołał na świadków ofiary represji i proces skończył się sromotną porażką gazety. Przegrała także po raz drugi pozwana przez byłego więźnia hitlerowskich obozów koncentracyjnych Davida Rousseta, który wezwał do solidarności z ofiarami Gułagu. Do historii przejdzie postawa Sartre’a, który twierdził, że należy świadomie podtrzymywać kłamstwo o Gułagu, aby nie odbierać francuskim robotnikom wiary w komunizm.
W rozdziale „Rozpad starych dekoracji” Tołczyk pisze o masowej dezercji , która ogarnęła szeregi poputczyków po referacie Chruszczowa. Wtedy też „skończyła się zbiorowa masowa halucynacja w nowożytnej historii”, jaką był stalinowski system. Chociaż tenże Sartre ocenił referat nowego radzieckiego przywódcy jako „wielki błąd”, a Bertold Brecht zalecał ignorowanie prawdy o Gułagu za wszelką cenę. Amnestia więźniów politycznych przyczyniła się do publikowania wspomnień z łagrów, których autorami byli obywateli państw zachodnich, wracające do ojczystych krajów.
Sporo uwagi Tołczyk poświęcił recepcji „Innego świata” Herlinga-Grudzińskiego oraz „Archipelagu Gułag” Sołżenicyna w krajach zachodnich. Książka polskiego pisarza emigracyjnego ukazała się najpierw w przekładzie angielskim w roku 1951 opatrzona przedmową filozofa Bertranda Russela i od razu zdobyła uznanie czytelników. W ciągu następnych dwóch lat ukazały się aż dwa wydania amerykańskie, przekłady na języki europejskie, a także arabski, chiński i japoński. W licznych recenzjach przede wszystkim odnotowano jej literacki kunszt. W 1958 roku „Innych świat” został opublikowany we Włoszech, gdzie mieszkał Herling. Ale na próżno szukał w księgarniach swej książki. To dlatego, że wydawca Vito Laterza, nie chcąc narazić się lewicowej elicie intelektualnej, wydał ją w minimalnym nakładzie. „To było wydanie nie wydane, mówiąc językiem Orwella”, podkreślił pisarz wiele lat później w jednym z wywiadów. Tołczyk przytacza także inne wypowiedzi Herlinga, w których wspomina, że w latach 50. we Włoszech był traktowany jak trędowaty, a komunistyczna gazeta „Paese Sera” domagała się nawet jego deportacji za mówienie prawdy o komunistycznych zbrodniach. Na prawdziwe wydanie w tym kraju książka Herlinga musiała poczekać aż do roku 1965. Z jeszcze większymi przeszkodami pisarz zetknął się we Francji. Pomimo, że przekład utworu do druku rekomendował filozof Gabriel Marcel, wydawnictwa jedno po drugim go odrzucały. Tak, odpowiadając w imieniu Gallimardu, Albert Camus uzasadnił negatywną decyzję… względami komercyjnymi. W rzeczywistości, główną przeszkodą w wydaniu książki Herlinga była wciąż żywą niechęć do ujawniania komunistycznych zbrodni panująca we Francji. „Inny świat” w tym kraju został wydany dopiero w roku 1985. Wtedy na pisarza od razu posypały się liczne nagrody: Pen Clubu i Prix Guttenberg. W prestiżowym programie literackim „Apostrophes” opowiedział on o swych perypetiach, związanych z dotarciem do francuskiego czytelnika. Prowadzący program nie mógł w to uwierzyć i powtarzał, że to wielka hańba dla Francji.
Tołczyk szczegółowo opisuje losy „Archipelagu Gułag” na Zachodzie, a także niebezpieczną grę, jaką Sołżenicyn przy wsparciu zachodniej opinii i mediów podjął z władzami ZSRR. Łagrowa opowieść „Jeden dzień z życia Iwana Denisowicza” pozornie nie zawierała bezpośredniej krytyki systemu komunistycznego, dzięki czemu możliwa była jej publikacja w 1962 roku w czasopiśmie „Nowyj Mir”. Opublikowanie na Zachodzie w 1969 roku pod własnym nazwiskiem „Kręgu pierwszego” i „Oddziału chorych na raka” ściągnęło na pisarza gniew Kremla. Został wykluczony ze Związku Pisarzy Radzieckich. Tymczasem Sołżenicyn w tajemnicy pracował nad swoim największym dziełem „Archipelagiem Gułag” i dopiero przechwycenie jednej z kopii rękopisu przez KGB, spowodowało, że zdecydował się na publikację całej powieści, której I tom ukazał się w języku rosyjskim pod koniec 1973 roku w Paryżu. Tołczyk podkreśla, że na rozpętaną przez władze sowieckie agresywną kampanię prasową przeciwko nobliście Zachód zareagował prawie natychmiast. W Waszyngtonie odbył się wiec poparcia intelektualistów amerykańskich dla Sołżenicyna, a rosyjskojęzyczne rozgłośnie Radio Swoboda, BBC i Deutsche Welle zaczęły nadawać „Archipelag Gułag” w odcinkach na swoich falach. Do Moskwy zaczęły napływać petycje podpisane przez wybitnych pisarzy zachodnich, m.in. Johna Updike’a, Trumana Capote’a, Kurta Vonneguta, Güntera Grassa, Heinricha Bölla, Friedricha Dürrenmarta, Grahama Greene’a, w których zagrozili oni ZSRR bojkotem międzynarodowym, jeżeli w tym kraju nie ustaną barbarzyńskie prześladowania artystów i pisarzy. Tak zdecydowana postawa zachodniej opinii publicznej faktycznie uratowała życie pisarzowi, gdyż na posiedzeniu Politbiuro Kosygin i Podgorny nalegali na wydaniu wyroku i wysłaniu Sołżenicyna do łagru w Wierchojańsku. Takiego scenariusza był także pewien sam pisarz, który w 1974 roku po aresztowaniu go przez agentów KGB wyszedł z domu ubrany w kożuch i czapkę z kazachskiej zsyłki. Zamiast tego został tylko wydalony z ZSRR. Ale podjęta potem przez sowieckich propagandystów próba dyskredytacji Sołżenicyna i przedstawienia go jako wroga odprężenia między Wschodem i Zachodem najwidoczniej się nie powiodła. Coraz więcej zachodnich intelektualistów dochodziło po lekturze „Archipelagu Gułag” do przekonania, że niemożliwe jest reformowanie sowieckiego systemu, do czego chciał ich przekonać Chruszczow. Sołżenicyn unicestwił ten system przede wszystkim w wymiarze moralnym, pisze autor książki „Gułag w oczach Zachodu”.
Wydanie „Archipelagu Gułag” we Francji w 1975 roku doprowadziło do upadku partii komunistycznej w tym kraju, która najdłużej nie chciała przyjąć prawdy o Gułagu. Coraz więcej jej członków publicznie ogłaszało zerwanie z komunizmem. Wśród nich maoista André Glucksmann, filozof Michel Foucault. Tołczyk przytacza wypowiedź redaktora lewicowej gazety „Le Point” Georges’a Suffert’a, który stwierdził, iż dzieło Sołżenicyna „na zawsze zaćmiło światło komunizmu”, a także słowa publicysty Hiltona Kramera, jakie warto zacytować: „Na zawsze pozostanie jedną z ironicznych lekcji historii to, że siła moralna, która w końcu zniweczyła wpływ Sartre’a i francuskiej lewicy na ich własnym terytorium, nie wzięła się z jakiegoś protestu w intelektualnych stolicach Zachodu, lecz pochodziła od bohaterskiego człowieka, który na własnej skórze doświadczył negowanego przez nich do tej pory zła. „Archipelag Gułag” obrócił w ruinę całą tę tradycję politycznego fałszu”.
Koniec odwilży i początek epoki Breżniewa spowodował, że do łagrów znów zaczęły napływać transporty z więźniami politycznymi. Co więcej, władze ZSRR wprowadzili nowy rodzaj represji – przymusowe zamykanie w psychuszkach, w wielu momentach przypominający dawną „pieriekowskę” wrogów klasowych. Odżyło zapotrzebowanie na „pożytecznych idiotów”. Tołczyk pisze, że w tę rolę wcielili się przedstawiciele establishmentu zachodniej psychiatrii uczestniczący w pokazowych wizytach. Tak na przykład Dannis Leigh, sekretarz generalny World Psychiatric Associacion (WPA) odwiedził przetrzymywanego w psychuszce generała Grigorenkę i doszedł do wniosku, że „leczenie zaowocowało poprawą jego zdrowia”.Świat był jednak zupełnie inny i stare metody sowieckich speców od propagandy już nie działały. Zachód nie „łyknął”, jak kiedyś moskiewskie procesy, sądów nad Brodskim, Siniawskim i Danielem. Zachodni pisarze, choć były to już inne nazwiska, murem stawali w obronie prześladowanych dysydentów. To już nie kłamstwa Duranty’ego otwierały drzwi do kariery w świecie mediów, lecz wywiad z uciekinierem z Kraju Rad i publikowanie prawdziwych informacji o represjach. Te wiadomości, krążąc w obiegu „samizdatu” łatwo przedostawały się na zewnątrz „żelaznej kurtyny”. Autor książki o Gułagu podkreśla znaczenie , jakie miała „Kronika Bieżących Wydarzeń”, wydawana w Moskwie od 1968 roku przez poetkę Natalię Gorbaniewską, w informowaniu zachodniej opinii o prześladowaniach „inaczej myślących” w ZSRR. Chociaż sam Gułag został zlikwidowany dopiero w 1987 roku.
Dariusz Tołczyk jest profesorem literatur i języków słowiańskich na Uniwersytecie Virginia w USA. Zapewne dlatego bardzo sprawnie porusza się na pograniczu historii i literatury. Jego książka to przede wszystkim sprzeciw przeciwko dewaluacji słowa i znaczenia słów, które nastąpiło w skażonym przez totalitaryzmy XX wieku, czego skutki odczuwamy do dziś. Świat zachodniej demokracji także nie ustrzegł się przed tą chorobą. Autor dogłębnie przestudiował dzieła myślicieli, którzy obnażyli przyczyny i korzenie totalitaryzmu – Hanny Arendt, Richarda Pipesa, Anny Appelbaum, dzięki czemu wypracował swój własny język mówienia o zbrodniach komunistycznych. Podkreślił także polski wkład w ujawnienie prawdy o Gułagu. Dzięki tej książce możemy lepiej zrozumieć naszą tragiczną historię i mieć świadomość, że to już się więcej nigdy nie powtórzy.

Eugeniusz Sobol

Jedna odpowiedź do “Dariusz Tołczyk, Gułag w oczach Zachodu”

  1. Paweł Marczuk Powiedział/a:

    Najciekawsza i najlepiej napisana książka historyczna ostatnich dziesięciu lat.
    Szkoda, że nie zadbano o jej właściwą reklamę.

    Mam nadzieję, że D. Tołczyk otrzyma za nią nagrodę Poulitzera.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.