Wojciech Górecki, Planeta Kaukaz
Grudzień 5, 2011

„Planeta Kaukaz” Wojciecha Góreckiego jest drugim poszerzonym i uzupełnionym wznowieniem tej książki opublikowanej w 2002 roku. Ten zbiór reportaży autor rozpoczyna tekstem „Elbrus”, który należy czytać symbolicznie. Okazuje się, że najwyższy szczyt Kaukazu jest uśpionym wulkanem, w którego wnętrzu odbywają się niepokojące procesy sejsmologiczne. Górecki odkrył, że wyniki badań związane z obserwacjami jego aktywności zostały przez rosyjskie władze utajnione. A przecież skala zniszczeń wywołana przez potencjalną eksplozję byłaby niewyobrażalna. Wezbrane rzeki zalałyby miasta, zabijając lub pozbawiając dachu nad głową ponad dwa miliony ludzi. Zwłaszcza, że Elbrus kilkakrotnie już się budził, po raz ostatni w 50 r. n. e., czego ślady możemy znaleźć w starożytnych eposach. Podobny do uśpionego wulkany jest także cały Kaukaz w ujęciu Góreckiego.
Targany przez zbrojne konflikty i starcia na tle etnicznym, po którym krąży widmo obudzonych nacjonalizmów, mogącego zburzyć i tak kruchą mozaikę, składającą się z wielu narodów, religii i kultur. „Deportacje narodów i ciągłe zmiany granic – ważne źródło kaukaskich konfliktów – pisze Górecki – Dziś na Kaukazie każdy może wskazać skrawek ziemi sąsiada i powiedzieć: To kiedyś było nasze! Skąd tylko krok do obnażonych kindżałów”. Skorupa tego wulkanu jest dość archaiczna. Składają się na nią system klanowy, prawo zwyczajowe i nieubłagalne reguły kodeksu honorowego. Podczas lektury książki Góreckiego czytelnik ma uzasadnione obawy, że ten wielonarodowy „tygiel Eurazji” prędzej czy później eksploduje.
Swoją pierwszą kaukaską podróż autor rozpoczyna w sąsiedniej Kałmucji. Właśnie tędy ponad dwieście lat temu podążał na Kaukaz Jan Nepomucen Potocki, polski pisarz tworzący w języku francuskim, autor książki „Podróż przez Stepy Astrachania i na Kaukaz” (1797-1798), zaś jego cytaty Górecki wykorzystał jako motta do poszczególnych rozdziałów „Planety Kaukaz”, a także Aleksander Dumas oraz niezliczone rzesze innych podróżników. W reportażu poświęconym Kałmucji, który został zatytułowany „Miraż”, Rosja została przez niego ukazana przez pryzmat wielokulturowości i lokalności. Reportera będą przede wszystkim interesować: dramat małych narodów, zagrożonych wymarciem lub utratą tożsamości, klęski ekologiczne, swawola despotycznej władzy i tragiczna sytuacja materialna mieszkańców, którzy w pełni doświadczyli skutków tzw. transformacji po rozpadzie ZSRR, wywołujących patologie społeczne i rozpad więzi międzyludzkich. Czytając opis przygnębiającej kałmuckiej rzeczywistości, której symbolem będzie zalane przez Morze Kaspijskie miasto Łagań, jakie przez bezdusznych urzędników zostało skatalogowane jako „miasto bez perspektyw” i skazane na zagładę wraz ze swoimi mieszkańcami, odniosłem wrażenie, że jestem przy lekturze reportaży Jacka Hugo-Badera. Wydaje się, iż opisując Kałmucję Górecki trochę naśladuje Badera, z którego testami, jakie ukazywały się w „Gazecie Wyborczej”, mógł zetknąć się jeszcze przed opublikowaniem „Planety Kaukaz”.
Górecki przemierza Kaukaz Północny za Zachodu na Wschód, zaś jego rozmówcami głównie są przedstawiciele inteligencji. Kiedyś, na początku lat 90. XX wieku uwierzyli w hasła odrodzenia narodowego i niepodległość kaukaskich narodów, obecnie, a warto podkreślić, że reportaże składające się na „Planetę Kaukaz” postawały u schyłku epoki jelcynowskiej, żyją w poczuciu zgorzknienia i rozgoryczenia z powodu klęski swych ideałów i coraz bardziej ewoluują w kierunku radykalnego nacjonalizmu. W Dagestanie lezgiński intelektualista Fejzudin opowiedział polskiemu reportażyście o dramacie swojego narodu, którego terytorium etniczne zostało niemal na pół przecięte granicą rosyjsko-azerbejdżańską. Przestrzegł przed islamizacją Kaukazu i rosnącymi, zwłaszcza wśród młodzieży, wpływami wahabitów. W Inguszetii Górecki spotkał się z reżyserem Hasanem Agasijewym, który opowiedział mu przebieg konfliktu osetyńsko-inguskiego z 1992 roku oraz beznadziejnej sytuacji uchodźców z podmiejskiego (prigorodnogo) rejonu. We Władykaukazie, stolicy Osetii Północnej na półkach księgarni polski reportażysta ze zdumieniem widzi opracowania, których autorzy próbują udowodnić, iż współcześni mieszkańcy Osetii wywodzą się od starożytnych Scytów, Sarmatów i Alanów, a Jezus Chrystus był Osetyjczykiem. Miejscowy historyk Szurik Dzadzijew tłumaczy mu zjawisko rozpowszechnienia wulgarnego historycyzmu: „Kaukaz zaatakowały dwa wirusy. Pierwszy to „najnaizm”, drugi to „samość”. Zarażony osobnik uważa, że jego naród jest najstarszy, najdzielniejszy i najgościnniejszy, ale też najbardziej pokrzywdzony. Aby w pełni rozwinąć skrzydła, musi odgrodzić się od wrogiego otoczenia i zacząć samemu się rządzić, samemu bronić, samemu pisać swoją historię”. W Majkopie, stolicy Adygeji, reporter rozmawia z aktorem Nurbi Łowpacze, który żyje marzeniami o odbudowie dawnej potęgi swojego narodu i w tym celu zamierza przeprowadzić repatriację dwóch milionów Adygów mieszkających obecnie w Turcji – pomysł ten wydaje się całkowicie nierealny.
Lektura reportażu „Zikr”, poświęconego Czeczenii, bardzo mocno mnie rozczarowała. Na jego przykładzie można zaobserwować, iż obraz tej republiki w Polsce jest dualistyczny. Z jednej strony Górecki jako Polak, przedstawiciel narodu mającego podobną historię powstań antycarskich i walki o niepodległość, darzy czeczeńskich bojowników nieukrywaną sympatią. Tak, na przykład, przytacza przekłady na język polski piosenek zagrzewających do walki z rosyjskimi żołnierzami, zwracając uwagę na absurdalny fakt, iż zostały one napisane w języku wroga. Z innej strony, wyidealizowany obraz czeczeńskiego ruchu oporu zakłóca przekaz płynący z mediów, zgodnie z którym ci sami bojownicy zostali przedstawieni jako terroryści i sojusznicy Al-Kaidy. Więc dużym zaskoczeniem było dla mnie zakończenie reportażu, w którym autor, stwierdzając anachroniczność obowiązującego w tym kraju systemu klanowego, do którego porównał zikr – rytualny taniec, polegający na kręceniu się w kółko, napisał, że niewykluczone, iż Ramzan Kadyrow „stanie się pierwszym w historii Czeczenii przywódcą akceptowanym przez cały naród”. W zasadzie polski autor nie przedstawił ciekawej analizy sytuacji w tej republice i jedynie streścił ogólnie znane fakty dotyczące przebiegu obu wojen czeczeńskich. W innych reportażach Góreckiego znajdziemy także wiele informacji ogólnie dostępnych dziś w książkach lub na stronach internetowych. Pewnie autor wyszedł z założenia, iż wiedza polskiego czytelnika na temat Kaukazu jest bardzo znikoma i najpierw należy go zapoznać z podstawowymi faktami. Może i ma rację, ale wystarczyłoby sporządzenie odpowiedniej bibliografii i skupienie się na przedstawieniu tematów naprawdę odkrywczych i przez nikogo jeszcze nie zbadanych.
Obraz Rosjan, zamieszkujących Kaukaz Północny, autor ujął w sposób dość stereotypowy i szablonowy. W Machaczkale poznaje Lwa Wozniaka, malarza i artystę, zrusyfikowanego potomka polskiego zesłańca, który kulturę i obyczaje Dagestańczyków traktuje z nieskrywaną pogardą, będąc przekonany o wyższości rosyjskiej kultury. „Tak wygląda okupant, pomyślałem. Okupant, zaborca, konkwistador. Jestem pewien, że Wozniak nie chciał nikogo obrazić. Gdyby powiedzieć mu, że zachowuje się jak kolonista w podbitym kraju, zdziwiłby się i nie zrozumiał”. W Majkopie obserwuje przemarsz Kozaków przez miasto, który odbywa się pod hasłami nacjonalistycznymi, a w reportażu „Atamani” ci sami Kozacy zostali przedstawieni jako fanatyczni zwolennicy ideologii Władimira Żyrinowskiego. Za jedną z przyczyn, wywołujących konflikty, Górecki uważa politykę Kremla „dziel i rządź”, która, jego zdaniem, polega na umiejętnym podsycaniu antagonizmów między narodami Kaukazu.
Sporo interesujących wniosków autor zawarł w opisach tradycji i obyczajów mieszkańców Północnego Kaukazu, a zwłaszcza ich religijności. Pokazał, jak tradycyjne religie pokojowo współistnieją z pogańskimi kultami, starszymi niż Chrystus czy Mahomet o całe tysiąclecia. Tak, w zbudowanej jeszcze przez bizantyjskich mnichów cerkwi Szaona (Chumara) uczestniczy w prawosławnej uroczystości św. Jerzego połączonej z zabiciem ofiarnego zwierzęcia. Z Osetyńczykami wznosi toast do pradawnego boga Uastyrdży. Ze zdumieniem obserwuje, jak muzułmańscy mieszkańcy osady Hinalung otaczają sakralnym szacunkiem źródło strumienia. W posiołku Nowokumski, położonym w Kraju Stawropolskim, zapoznaje się z życiem staroobrzędowców: niekrasowców i mołokanów, którzy po trwającej dwa i pół wieku tułaczce nad Dunajem i w Turcji, w czasach chruszczowkiej odwilży powrócili do Rosji. W ich tradycji zachowały się elementy staroruskiej kultury, na przykład kriukowy zapis muzyki liturgicznej, stanowiący bezcenne źródło dla badań etnograficznych.
Eugeniusz Sobol
Wojciech Górecki, Planeta Kaukaz, wydanie II uzupełnione, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010