Andrzej Turczyński, Pan Bóg, pisarz i diabeł. Wstęp do teodycei Jarosława Iwaszkiewicza

turczyński
Andrzej Turczyński, Pan Bóg, pisarz i diabeł. Wstęp do teodycei Jarosława Iwaszkiewicza
Wydawnictwo „Millenium”, Koszalin 2005

Misteria Iwaszkiewiczowskie

W badaniach nad twórczością Iwaszkiewicza pisarstwo Andrzeja Turczyńskiego jest i pozostanie zjawiskiem odosobnionym. A to w głównej mierze z powodu dość nietypowej metody interpretacyjnej, którą stosuje mieszkający w Słupsku autor Tryptyku ruskiego, rozumiejący dzieło literackie jako misterium. Nie mniej ni więcej – jako dramat metafizyczny, w jakim o postać bohatera toczy się psychomachia sił dobra i zła, ścierają się boskie i szatańskie moce. Pozostaje pytanie, o ile taka metodologia, będąc w istocie swej fundamentalistyczna i ortodoksyjna, nie prowadzi do nadmiernych uproszczeń, błędnego odczytywania dzieła pisarza ze Stawiska, który, i tu chyba zgodzi się każdy, nie grzeszył nadmiarem religijnej poprawności. Być może zadanie, jakie sobie Andrzej Turczyński postawił w swej najnowszej książce Pan Bóg, pisarz i diabeł, a której podtytuł brzmi Wstęp do opisu teodycei Jarosława Iwaszkiewicza, byłoby łatwiejsze do wykonania, gdyby obiektem swej analizy uczynił twórczość pisarza, którego związek z tradycją religijną jest sprawą oczywistą. Pisarza w stu procentach wierzącego i wyrażającego swą wiarę w napisanych przez siebie dziełach. Zamiarem Iwaszkiewicza nigdy nie było stworzenie spójnego systemu metafizycznego, teodycei, jak chce tego Turczyński, wobec czego mamy do czynienia z oczywistym rozdźwiękiem pomiędzy założeniami metodologicznymi a faktycznym materiałem literackim. Nie jest bowiem moim celem prowadzenie polemiki z Turczyńskim na temat obecności kwestii dotyczących wiary i zbawienia w twórczości Iwaszkiewicza, które usiłuje zbadać, lecz wskazanie na to, iż odmawia on literaturze jej najważniejszej właściwości, mianowicie autonomii względem świata, idei, innych form ludzkiej aktywności, traktując ją w sposób, powiedziałbym, scholastyczny, jako uniżoną służkę teologii.

O Iwaszkiewiczu Turczyński piszę od roku 1992 publikując swe szkice na łamach „Twórczości”. Przyznam się, iż poprzedni ich zbiór zatytułowany Ząb mądrości. Iwaszkiewiczowskie miejsca, znaki, symbole (Koszalin 2001), był dla mnie książką przynoszącą bardzo ciekawe odkrywcze spojrzenie na twórczość cenionego przeze mnie pisarza. I to mimo dość nieprzychylnego stosunku do słupskiego autora ze strony środowiska polonistycznego, czego wyrazem byłaby recenzja Zbigniewa Chojnowskiego Połamany ząb mądrości (Nowe Książki 2002 nr 3). Nie mam wątpliwości, że ta książka Turczyńskiego jest słaba i niedobra, gdyż jej narrator omija w niej Iwaszkiewicza i jego literacki dorobek zazwyczaj wielkim łukiem. Dalej recenzent formułuje podobne zarzuty, o których już wspomniałem powyżej: przerost interpretacji nad faktycznym stanem dzieła literackiego. Rzeczywiście, Turczyński niezbyt się liczy z opracowaniami na temat omawianego przez siebie zagadnienia, stosuje metodę, którą w skrócie można ująć – pisarz innego pisarza zrozumie lepiej. Do tego jeszcze dochodzi swoiście odczuwana przez autora wspólnota losu, obaj bowiem urodzili się na Kresach, na Podolu, a także przeświadczenie, iż jest on kontynuatorem dzieła i tradycji pisarza ze Stawiska. W Zębie mądrości jeszcze nie był on niewolnikiem stworzonej przez siebie metody interpretacyjnej, którą w skrócie można nazwać krytyką teologiczną, możne dlatego udawało mu się stawiać niekiedy bardzo celne pytania pod adresem analizowanych utworów, cóż, że nie zawsze udzielał na nie satysfakcjonujących odpowiedzi. Zwłaszcza dotyczy to obecności pierwiastków duchowości Wschodu, o czym inny krytyk napisał: Za jedną z najważniejszych spraw poruszonych przez Turczyńskiego uznać wypada kwestię osadzenia całej twórczości pisarza w kontekście Ukrainy. Ów rys symboliczności związany z mitem Ukrainy tkwił bardzo głęboko w świadomości i psychice Iwaszkiewicza, ujawniając się wielokrotnie w jego tekstach poetyckich i prozatorskich, w sposobie jego myślenia o świecie i literaturze.(Adam Dziadek, Pisanie Iwaszkiewicza, Arkusz 2002 nr 5). To jest niewątpliwie zasługa Turczyńskiego, że jako pierwszy wśród interpretatorów dokonał całościowej konfrontacji twórczości Iwaszkiewicza z tradycją i kulturą Ukrainy, uniwersum literatury rosyjskiej, Buninem, Tołstojem, Turgieniewym, Dostojewskim. Zmysłem intuicyjnym uchwycił te zagadnienia, które, jestem tego pewien, na długi czas określą krąg problemowy dla przyszłych badaczy. O tradycji bizantyjskiej w dziele Iwaszkiewicza wywodzący się z Kresów autor pisze w sposób iście bizantyjski. Do sedna jego myśli trzeba przebijać się przez gąszcz pustej retoryki, popisów erudycyjnych i zachwytów nad rzeczami oczywistymi. Jego tekst jest jak ruska ikona, do której przesłania teologicznego możemy dotrzeć po pokonaniu zwodniczego ornamentu i fałszywych złoceń.

Rozpatrywanie książek Turczyńskiego jako pozycji akademickich jest niewybaczalnym błędem, podejściem krzywdzącym tekst i jego autora. Nikt nie posiada bowiem monopolu na prawdę. Jest to, i należy podkreślić, dialog dwóch, podobne doświadczonych przez Historię, pisarzy. Turczyńskiego i Iwaszkiewicza. A żeby sprawa nie wyglądała zbyt oczywistą, pod piórem narratora Zęba mądrości oraz Pana Boga, pisarza i diabła, dość często następuje wymiana ról, przetworzenia sobowtórowe. Pisanie o Iwaszkiewiczu jest dla autora Tryptyku ruskiego zasadniczo sposobem na wyrażanie własnego światopoglądu, przekonań ideowych i artystycznych, właśnie dlatego sądy jego brzmią jakby były wygłaszane ex cathedra, stanowczo i bezapelacyjne. Postać „Iwachy” – ileż jeszcze pół żartobliwych określeń autora Brzeziny znajdziemy w tych książkach, zaś takim poklepywaniem po ramieniu został Chojnowski niemało dotknięty – mitycznego literackiego praojca własnej osobowości artystycznej Turczyński niewątpliwie darzy dużym szacunkiem i miłością. Żeby było ciekawiej, wpływ Iwaszkiewicza na samą twórczość słupskiego pisarza jest znikomy. Jak słusznie zauważył Adam Dziadek w odniesieniu do pierwszego zbioru esejów przepisuje on ponownie utwory Iwaszkiewicza nadając im własny sens. Otóż jego krytyce teologicznej niespodziewanie towarzyszą właściwości postmodernizmu: … Turczyński dokonuje moim zdaniem takiego właśnie gestu pisania Iwaszkiewicza, pisania jego biografii i jego tekstów, które bez żadnych wątpliwości nadają się właśnie, jak chciałby tego Roland Barthes, do ponownego napisania. Te utwory są – mówię to zgodnie z wyróżnieniem zaproponowanym przez niegdyś przez autora S/Z – scriptibles. (A. Dziadek, j.w.)

Pan Bóg, pisarz i diabeł to są trzy eseje ze wstępem, będące interpretacjami takich utworów Iwaszkiewicza, jak Anna Grazii, Matka Joanna od Aniołów, Kościół w Skaryszewie. Główny wątek rozpoznań krytycznych to problem zła w świecie, którego nosicielami są protagoniści danych opowiadań: Edmund, ojciec Suryn, ksiądz Konrad. W ujęciu autora wyrażają triadę zła – rodzącego się, tryumfującego oraz przezwyciężonego miłością Chrystusa. O ile taka interpretacja robi wrażenie spójnej, o tyle wnioski z niej płynące są jeszcze bardziej zaskakujące i wbrew intencji Turczyńskiego. Otóż, okazuje się, iż świat opowiadań Iwaszkiewicza zasadniczo jest pozbawiony prawdziwego Boga, zamiast niego mamy do czynienia z podróbką metafizyki. Nasz bohater [ks. Suryn] po raz kolejny przypomina, że znajdujemy się w świecie odwróconym, w świecie fałszu, pustych gestów, imitacji i parodii.” (s. 69). Także, w istocie swej Edmund, w którego postaci Turczyński widzi cechy lermontowskiego „smutnego demona”, jawi się w charakterze pozbawionego wiary libertyna, od czasu do czasu przywdziewającego maskę niegroźnego tak naprawdę szatana. Spójna teologiczna interpretacja sypie się prawie na każdej stronie obnażając chyba wbrew zamiarom autora niewygodną prawdę, iż nawet te utwory Iwaszkiewicza, w których występują wątki metafizyczne lub postacie księży są bohaterami, okazują się pozbawione Boga. Turczyński próbuje ratować sytuację wykorzystując swój potencjał erudycyjny, ale bogactwo przypadkowo dobranych cytatów, nawet pochodzących z tak zaszczytnych źródeł jak Biblia czy pisma Ojców Kościoła, niewiele czytelnika przekonuje. Autor stawia słuszną hipotezę o obecność wątków religijnych w dziele Iwaszkiewicza, ale udziela na nią zaskakującą odpowiedź. Po lekturze mam jasne przekonanie, że Boga w utworach pisarza ze Stawiska po prostu nie ma, jest pewna stylizacja, demonizacja zła, którego problem uczynił przedmiotem swej refleksji w czasie II Wojny Światowej. Zła, jakie ogarnia nawet dusze osób duchowych. Właśnie manicheizm mógłby być odpowiednim terminem interpretacyjnym otwierającym nowe możliwości przed badaczem danej problematyki, niestety Turczyński nie idzie tym tropem. Jego książkę należy także odnieść do innej pozycji, mianowicie Na progu Piotra Mitznera (Warszawa 2003), którą miałem zaszczyt recenzować właśnie w „Toposie” (3-4/2004). Jej autor, robiąc inwentaryzację wątków religijnych w twórczości Iwaszkiewicza, postarał się uniknąć jednoznacznych rozstrzygnięć i kategorycznych sformułowań. Pokazał sylwetkę pisarza jako osoby wahającej się między wiarą a jej brakiem, a mimo to obficie czerpiącego ze skarbnicy tradycji religijnej.

Eugeniusz Sobol

Opublikowane w Topos 5-6 2005

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s