Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911–1955

W Kijowie i gdzie indziej… Dzienniki Jarosława Iwaszkiewicza

Opublikowany pierwszy tom dzienników Jarosława Iwaszkiewicza to książka, na którą bardzo długo czekałem. Przed rozpoczęciem lektury towarzyszył mi niepokój. Z twórczością pisarza ze Stawiska regularnie obcuję już od ponad dziesięciu lat, ukształtował się we mnie pewien obraz i styl odbioru jego poezji i prozy, obawiałem się więc przewartościowania całej wiedzy o Iwaszkiewiczu, którą dotychczas posiadłem. Przeczytałem ten tom i odetchnąłem z ulgą. Iwaszkiewicz-diarysta absolutnie nie koliduje z jego wizerunkiem jako pisarza. Jest to ten sam Iwaszkiewicz.

Dzienniki Iwaszkiewicza znacząco odbiegają od utartego sposobu prowadzenia pamiętników. Pisarz traktował swoje notatki prywatne jako notatnik roboczy, z którego potem obficie czerpał materiał dla twórczości prozatorskiej czy eseistycznej. Zamiast pogłębionego obrazu życia wewnętrznego, czyli drogi biografii duchowej, spotykamy prawie wyłącznie opisy zjawisk zewnętrznych. Pisarz porównuje swoje zapiski z arcydziełami literatury pamiętnikarskiej, a dla Iwaszkiewicza były to przede wszystkim dzienniki Gide’a oraz Tołstoja, i w notatce od 22 stycznia 1955 poczynił wyznanie o charakterze metaliterackim: Dla mnie dziennik jest raczej chwilowym od czasu do czasu notowaniem dla siebie swoich przeżyć i myśli. Francuskiemu i rosyjskiemu pisarzowi zarzucał, że prowadzenie dzienników tak naprawdę służyło wyolbrzymieniu ich własnego „ja”, ulegali pysze i zarozumiałości, czego chciałby za wszelką cenę uniknąć. Iwaszkiewicz pisał dzienniki nieregularnie, ale są to notatki doskonałe pod względem formalnych, nawet najbłahsze zdarzenie pod wytrawnym piórem pisarza-stylisty przekształcają się w perełki literackie.

W pierwszym tomie mamy do czynienia z trzema większymi jednostkami – jest to tzw. dziennik kijowski (1911), potem zapiski z okresu okupacji hitlerowskiej, które prawie wszystkie powstawały na Stawisku, oraz notatki z lat 1949 – 1955, głównie poświęcone podróżom do Włoch, Francji, Belgii oraz Szwajcarii. Warta odnotowania jest praca redaktorów książki. Poruszane w dziennikach zdarzenia bardzo precyzyjnie i bezbłędnie zostały uzupełnione poprzez odwołania w przypisach do dzieł pisarza. Dla okresu kijowskiego będzie to oczywiście Książka moich wspomnień, notatek okupacyjnych – Notatki 1939-1945 oraz powieść Sława i chwała. Chociaż, gdyby czytelnik tej książki chciał na jej podstawie poznać topografię Iwaszkiewiczowskiego Kijowa, miałby duży problem, gdyż nie zawsze redaktorzy podają aktualne nazwy miejsc i ulic, dostosowane do realiów współczesnej stolicy Ukrainy. Dziennik kijowski Iwaszkiewicza jest zjawiskiem niespotykanym w dziejach literatury polskiej – w tej samej notatce obok siebie znajdziemy zdania w językach polskim, rosyjskim i ukraińskim. Świadczy to o otwartości tego miasta i w ogóle Ukrainy, gdzie przed rewolucją bolszewicką w pokojowej koegzystencji współistniały kultura polska, rosyjska i ukraińska – do syntezy właśnie tych trzech pierwiastków poszerzonych o perspektywę idei paneuropejskiej i mitu śródziemnomorskiego Iwaszkiewicz dążył przez całe swoje życie. Poznajemy trudne życie materialne młodego pisarza w Kijowie, gdzie musiał utrzymywać się z korepetycji i czasami dzielił mieszkanie z kozacką rodziną, która hulała na wielką skalę. Siedemnastoletni uczeń kijowskiego gimnazjum z wielkim żalem opisuje swoje nędzne ubranie, wspomina, że gdy brakowało mu na bilet tramwajowy musiał pokonywać długie dystanse na piechotę, a tymczasem jego bogaci przyjaciele-Rosjanie wydawali sturublowe banknoty na zabawy w restauracjach. Szczytem marzeń młodego Iwaszkiewicza było zaproszenie do podkijowskiego Malina, gdzie swoją posiadłość miał Jura Mikłucho–Makłaj, wnuk znanego rosyjskiego podróżnika. Trudna sytuacja materialna z okresu ukraińskiej młodości odcisnęła piętno na psychice Iwaszkiewicza, z którym miał borykać się przez całe swoje życie.

Zapiski z okresu okupacji hitlerowskiej sprawiają wrażenie czegoś przerażającego. Ujawnia się w nich podświadomy, niemal zwierzęcy lęk przed śmiercią od kuli okupanta. Wstrząsający jest opis podróży statkiem z Warszawy do Sandomierza, na którym wskutek donosu folksdeutscha doszło do rewizji rzeczy pisarza oraz przesłuchania go przez gestapo. Przejmujące są zdania, napisane tuż po upadku powstania warszawskiego, że Warszawa po prostu przestała istnieć, pozostały po niej jedynie gruzy. Wydaje się, iż w wyniku doświadczeń okupacyjnych Iwaszkiewicz przeszedł druzgocący kryzys osobisty i twórczy, a trzeba przypomnieć, że jego przedwojenna fascynacja kulturą niemiecką była jak najbardziej autentyczna. Być może właśnie w tym tkwi jego uległość wobec komunistycznych władz PRL, pisarz doszedł do wniosku, że każda władza, nawet narzucona przez Moskwę, jest lepsza od zbrodniczego reżimu hitlerowskiego zagrażającego samym podstawom istnienia biologicznego narodu polskiego, stąd bierze się jego autentyczna radość na widok radzieckich czołgów w Brwinowie.

Powojenny Iwaszkiewicz-diarysta jest przede wszystkim podróżnikiem. Powołując się na słynny cytat z wiersza Gałczyńskiego, że jego kraj to myszy, deszcz i Polska, woli opisywać wspaniałości Rzymu i Paryżu, niż rzeczywistość Polski Ludowej. Trudna sytuacja rodzinna – choroba psychiczna żony – powoduje, że prawie nie spotykamy zapisków poczynionych na Stawisku. Coraz częściej z rozpaczą pisze, że jest to przeklęty ibsenowski dom. Czuje się osamotniony i nikomu nie potrzebny. Stąd zapewne bierze się chęć nieustannego podróżowania po Europie, pobytu w hotelach i wynajmowanych mieszkaniach. W jego kontaktach z artystami z Europy Zachodniej coraz częściej pojawia się przypomnienie o sytuacji ubogiego krewnego z czasów kijowskiej młodości. Chociaż wyjazdy Iwaszkiewicza za granicę były finansowane przez rząd komunistyczny i mógł liczyć na wsparcie finansowe ambasad, nie zawsze to starczało na opłacenie wycieczek czy obiadów. W sytuacji bezdomności i wygnania, przypominających słynną ucieczkę Tołstoja z Jasnej Polany, pisze swoje opowiadania, sygnowane prawie zawsze Roma czy Palermo. W Polsce jego azylem jest Sandomierz. Warto odnotować zawarty w Dziennikach opis podróży do Włoch w listopadzie 1955 roku, z którego dwa fragmenty – podróż pociągiem z Rzymu do Neapolu oraz wizyta u Benedetta Crocego – w całości potem zostały włączone do Podróży do Włoch. Tutaj odnajdujemy całego Iwaszkiewicza, którego znamy. Arcydzieła malarstwa renesansowego, zabytki architektoniczne, wrażenia z odbioru dzieł muzycznych, przedstawień teatralnych, obrazki codzienności z włoskiej ulicy – to wszystko łączy się w czarującą mieszankę podniet estetycznych Iwaszkiewicza, który, w moim odczuciu, był ostatnim polskim artystą, jaki potrafił uchwycić tak wiele aspektów europejskiego dziedzictwa kulturowego.

Obecnie polska kultura preferuje polityczne style odbioru. Dysponujący funduszami politycy promują twórczość pisarzy, których światopogląd jest zbieżny z założeniami ich własnych partii. Prawica lansuje akowski, etosowski model literatury, z kolei, walcząca o przemiany obyczajowe, lewica gloryfikuje pisarzy (pisarki) o skłonności homoseksualnych czy lesbijskich. Iwaszkiewicz jest gdzieś pośrodku i zgodnie z określeniem Tomasza Burka jego twórczość jest obecnie dziełem niczyim, czyli nie stoi za nią żadna opcja polityczna. Dla lewicy ten czerwony hrabia jest niezbyt lewicowy, dla prawicy – kolaborantem i zdrajcą. Twórczość Iwaszkiewicza wiele mówi o nas samych, o stanie polskiej kultury. Nie jesteśmy dziś, w zacietrzewieniu polemik politycznych i lustracji, na nią przygotowani.

Dzienniki Iwaszkiewicza niewątpliwie przyczynią się do ożywienia badań nad życiem i twórczością tego pisarza. Zwłaszcza w sytuacji, gdy od dłuższego czasu nie odbyła się żadna konferencja polonistyczna poświęcona temu zagadnieniu. Poza pracami Ritza i Mitznera nie ukazały się ostatnim czasie ciekawe interpretacje dotyczące Iwaszkiewicza. W porównaniu z Miłoszem, Herbertem oraz Różewiczem twórczość Iwaszkiewicza funkcjonuje w pewnej izolacji i odosobnieniu. Być może dzienniki to zmienią. Z niecierpliwością czekam zatem na ukazanie się kolejnych dwóch tomów pamiętników mojego ulubionego pisarza.

Eugeniusz Sobol
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911–1955, Czytelnik, Warszawa 2007

Reklamy

2 comments on “Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911–1955

  1. Iwaszkiewicz et son journal 1939-1950.
    Il y a de vagues manifestations de guerre qui ne l’empêche pas de vivre comme il vivait de 1918 à 1939, en temps de paix. La censure est totale au point que même la réalité est reconstituée. Au lendemain de l’insurrection de 1944, « Varsovie est détruite ! Il est vrai que ce n’était pas une si belle ville ». Après la guerre, le rêve continue. 1945, « la vie à Varsovie est très animée ». En 1946, « je suis à Cefalu et à Bruxelles personne n’est venu me chercher car j’ai confondu jeudi et vendredi ». En 1950, il manifeste contre la bombe atomique mais rate son allocution car il l’a écrite.
    Autour d’Auschwitz, les Polonais cultivaient leur champ pendant que le juif cuisait à point.

  2. Można by mu zapewne wiele zarzucić jednak ten człowiek przeżył tragedię dwóch wojen światowych a także wielu innych wojen gdyż przyszło żyć mu w „ciekawych czasach” …
    Czy można oceniać człowieka , który będąc już starcem poełnia błędy bo ma za sobą doświadcze wielu tragedii o których my dziś nawet nie mamy pojęcia ??
    Kto dziś pamięta, że po I wojnie światowej szalała po Europie „Hiszpanka” choroba , która pochłonęła więcej ofiar niż wojna a głód i inne nieszczęścia wojen ??
    A pamiętajmy, że on przezył ich tak wiele …
    Do tego był to czas wielu różnych ideałów , które się pojawiały i upadały …

    Jego czasy – Jego klątwa czyż nie smutne jakże łatwo go po latach nam oceniać ??

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s