Joanna Pawluśkiewicz, Telenowela, Pani na domkach

Joanna Pawluśkiewicz, Pani na domkach, Korporacja Ha!art., Kraków 2006
Telenowela, Korporacja Ha!art., Kraków 2007

Filmowy świat prozy Joanny Pawluśkiewicz

Już zdążyliśmy się przyzwyczaić do literackich „debiutów” gwiazd filmowych i dziennikarzy telewizyjnych, których książki od razu mają zapewniony sukces wydawniczy i mogą cieszyć się znacznie większą popularnością, niż na przykład dzieła najbardziej wybitnego pisarza, który przez lata z mozołem zdobywał sobie uznanie wśród czytelników. W świecie zdominowanym przez media postacie z ekranu coraz odważniej wkraczają do literatury, traktując ją jako dodatkowy środek do wyeksponowania własnego „ja” i autoreklamę, i mogą zupełnie nie przejmować się, co o ich książkach napiszą krytycy. Zupełnie inaczej jest w przypadku Joanny Pawluśkiewicz, producentki filmowej i telewizyjnej, której dwie książki „Pani na domkach” i „Telenowela” ukazały się nakładem wydawnictwa Ha!art. Dla niej pisanie staje się autentycznym doświadczeniem, pozwalającym na wyrażenie siebie i odkrywanie prawdy o świecie.

Już w „Pani na domkach”, zbiorze szkiców z podróży po Stanach Zjednoczonych, znajdziemy zarysy zagadnień, które pisarka potem rozwinęła w następnej książce. Przede wszystkim wskazała na niebezpieczeństwo postępującej w zastraszającym tempie medializacji życia codziennego, dokonała oskarżenia społeczeństwa konsumpcyjnego, które poprzez niewolniczą pracę potrafi uczynić z człowieka bezduszny automat. Wykorzystując topos biednego przybysza z Europy Wschodniej, autorka wykreowała dualny obraz Ameryki: rzeczywistej i ikonicznej – opartej na kliszach filmowych. Jako przykład można podać opowiadanie tytułowe, sfingowany dziennik Aliny – jeszcze jednej „polskiej niani”, dla której american dream przeobraża się w koszmar pracy w domu chorej na manię czystości Amerykanki. Niekontrolowana konsumpcja, nadmiar wszystkiego, żywności i ubrań, powodują u mieszkańców tego kraju swoiste otępienie, kompletny zanik wyobraźni, powiada autorka. W tej sytuacji jedyną ucieczką okazuje się podróż po obcym kraju. Wczorajsze „polskie nianie” przemierzają wynajmowanym samochodem setki kilometrów, próbując zatracić się w nieogarnionych amerykańskich przestrzeniach i zmyć z siebie hańbę klęsk i upokorzeń. Opisy amerykańskich krajobrazów, pustyni, prerii i gór, można uznać za najlepsze w tej książce. Autorka podjęła także próbę przedstawienia stereotypu „złego Polaka” za granicą, demaskując mity i zakłamanie tamtejszej Polonii, ale jej wizję trudno uznać za odkrywczą, zdradza bowiem zależność od Transatlantyku Witolda Gombrowicza.

Z kolei „Telenowelę” można niewątpliwie uznać za książkę nowatorską we współczesnej polskiej literaturze. Składa się z odcinków scenariusza filmowego, prawie wyłącznie dialogów osób pracujących na planie zdjęciowym telenoweli, a w sukurs takiej formie dramatycznej przychodzą niewielkie opowiadania o charakterze dygresyjnym. Czy film jest prawdziwą sztuką, czy tylko złudzeniem? – takie pytanie jest motywem przewodnim całego utworu. To, co oglądamy w telewizji, kolejny odcinek serialu czy noweli telewizyjnej, to tylko efekt końcowy pracy setek anonimowych osób – operatorów, dźwiękowców, statystów i wielu wielu innych, a wśród nich bohaterki książki – asystentki planu filmowego Mai. Widz zobaczy na ekranie twarze aktorów, ewentualnie zapamięta nazwiska reżysera i producenta, zaś reszta współtwórców filmu zostanie skazana na zapomnienie i właśnie w obronie godności takich osób była napisania „Telenowela”. Relacja między artystą a jego dziełem jest zakłócona w świecie mediów. Powtarzającą się z dnia na dzień pracę zbiorową przy produkcji setek odcinków serialu można porównać do morderczego wysiłku tysięcy niewolników przy budowie piramidy egipskiej, o których okrutnym losie świat nigdy się nie dowie, lecz będzie pamiętał tylko nazwisko spoczywającego w niej faraona. Czasem ktoś na planie zdjęciowym z rozrzewnieniem wspomni o pracy nad filmem fabularnym, mającej posmak obcowania z wielką sztuką, ale tamten świat istnienie tylko dla wybranych, jest niedostępny dla Mai i współtowarzyszy jej serialowej niedoli. Pisarka buduje wyraźną analogię pomiędzy życiem „polskiej niani” Aliny w Stanach, a Mają w środowisku showbiznesu Warszawy. Obie dziewczyny świetnie zarabiają, ale cena, jaką płacą za niezależność finansową, jest naprawdę przerażająca. Nie mogą sobie nawet pozwolić na marzenie o prywatności i założeniu rodziny, wyzysk i tyrania pracodawcy potrafią skutecznie niszczyć w nich godność ludzką. Po przepracowanych nadgodzinach na planie filmowym, za które nikt jej nie płaci, wyczerpana fizycznie i moralnie Maja około północy wraca do pustego wynajmowanego mieszkania, jutro musi znowu wstawać o piątej rano, a jedyną jej rozrywką jest oglądanie tej samej telenoweli, przy której kręceniu właśnie spędziła cały dzień. Wszystko jest filmem, wszystko jest wyimaginowane, tak bohaterka stara się usprawiedliwić własną, budzącą politowanie, sytuację egzystencjalną, ale robi to jakoś nieprzekonywująco.

Eugeniusz Sobol
Opublikowano w Topos 5/2009

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s