Miłka O. Malzahn, Fronasz

O Fronaszu napisano bardzo dużo. Miłka O. Malzahn stworzyła bowiem utwór literacki bardzo ciekawy i wielowymiarowy. W jednej z recenzji zwrócono już uwagę na to, że pewna niedookreśloność i tajemniczość bohaterów Fronasza powoduje, że tę powieść czytamy w sposób przyjemny i zajmujący. Owszem, niezwieńczoność, używając terminologii bachtinowskiej, to jedna z głównych cech dobrej literatury i stanowi też dominantę Fronasza. Na przykładzie twórczości Malzahn widzimy, że we współczesnej polskiej prozie nastąpiło odejście od strywializowanego autobiografizmu i roztrząsania kwestii społecznych na rzecz wartości uniwersalnych.

Część postaci, występujących w tej powieści, w ogóle nie ma imion – Tancerz, Dziwak – to są jak gdyby kafkowskie alegorie. Autorka jak ognia unika konkretyzacji znaczeń i zawłaszczania poprzez nie świadomości czytelnika Akcja powieści przenosi się z miejsca do miejsca, których nazw własnych w ogóle nie poznajemy. Ale mimo swej umowności Fronasz to powieść na wskroś osadzona w realiach współczesności. Postmodernistycznego świata, w którym dokonała się destrukcja autorytetów i instancji moralnych, w związku z czym władzę w nim sprawują najbardziej sprytni i bezwzględni osobnicy. Bohater tytułowy i jego wspólnik do robienia szemranych interesów, Martyniec, właśnie są tacy. Doskonale sobie radzą w świecie, gdzie panuje jedynie prawo popytu i podaży, realizując dziwne zlecki Chief. Poznajemy ich na początku powieści, jak trudnią się przewożeniem trupów na potrzeby jakieś instalacji artystycznej, są to oczywiste echa słynnej „wystawy” Körperwelten welten Guntera von Hagensa. Fronasz, Martyniec, Chief i ich zleceniodawcy – artyści, zajmujące się sztuką performance’u i happeningu artystycznego – tworzą coś w rodzaju międzynarodowej mafii.

W tym miejscu warto wspomnieć o pewnych niedociągnięciach widocznych w warstwie fabularnej powieści. Początkowo, Fronasz był pomyślany przez autorkę jako opowiadanie, którego tematem była próba spojrzenia na wystawę zwłok niemieckiego „artysty” z punktu widzenia osób, przygotowujących taką instalację, przez pryzmat etycznego wymiaru współczesnej sztuki. Potem zaś autorka postanowiła rozwinąć ten schemat fabularny o zagadnienia metafizyczne, wprowadzając postać artystki Olafy, wątek związany z kradzieżą meteorytu oraz działalnością sekty doskonałych manipulatorów i rozczytywaczy ludzkich potrzeb. Tutaj umowność i symboliczność narracji Malzahn przyniosła skutek odwrotny od zamierzonego. Czasami czytelnik ma wrażenie, że autorka po prostu nie panuje nad materiałem. Scena finałowa, w której następuje trzęsienie ziemi (domyślamy się, że to kara za kradzież „kamienia z nieba”), a Chief zostaje porwana i uwiedziona przez Tancerza, przynależącego do tej sekty, sprawia wrażenia poczynionego w pospiechu chwytu przez autorkę, by wreszcie postawić kropkę na i. Niemniej jednak książka jest godna polecenia ze względu na oryginalność pomysłu. O problematyce, właściwej dla modernistycznej powieści o artystach, Malzahn postanowiła napisać językiem kryminału.

Miłka O. Malzahn, Fronasz, Wydawnictwo Forma. Stowarzyszenie OFFicyna, Szczecin, Bezrzecze 2009

Eugeniusz Sobol

Recenzja została opublikowana w Toposie 3/2011

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s