Eugeniusz Sobol: opowiadanie Serenada

Co tak się męczysz, dziewczyno? Mnie też spotkało to samo. Moja miłość została wzgardzona, zdradzona i sponiewierana. W sąsiednim pokoju mój kolega pieprzy się z twoją koleżanką, a my siedzimy na kuchni na niewygodnych taboretach. Otworzę piwo. Dolej sobie żubrówki do drinka. Mówiłaś, że z tego okna widać morze. Ale w tej chwili jest ciemno. Noce na wybrzeżu latem są wyjątkowo krótkie. Po trzeciej już zaczyna świtać. Zaczekam tutaj na kolegę, jeśli mi pozwolisz, i potem razem z nim wrócimy pierwszym autobusem do Gdańska. Zauważyłem, że cały czas milczysz. Patrzysz nieruchomo w jeden punkt przestrzeni. Nie bój się, nie będę próbował zaciągnąć cię do łóżka. W tej chwili nie jesteśmy zdolni do miłości czy seksu.

Jestem pisarzem znajdującym się na rozdrożu. Jeszcze jakiś czas temu, zanim moja była dziewczyna mnie zdradziła, unosiłem się w górnych rejonach rzeczywistości, przepełniony wiarą w miłość. Pisarz nie powinien zdejmować różowych okularów, przez które patrzy na świat. Naiwność jest warunkiem natchnienia. Oczywiście, może wybrać łatwiejsze rozwiązanie i stać się cynikiem, ale wtedy zostanie złym pisarzem. Musi posiadać w sobie wiarę w ideały, mimo poczucia, że okaże się ona kiedyś złudzeniem.

Żyjącego we współczesnej cywilizacji człowieka ogarnia nuda. Nie musi bowiem troszczyć się o zapewnienie sobie podstawowych potrzeb materialnych. Dla mężczyzny i kobiety, mieszkających w dżungli, rozstanie oznaczałoby niechybną śmierć. Zdrada jest więc wytworem luksusu. Nie byłem wierzący. Ona zaciągnęła mnie do kościoła, twierdząc, że musimy wziąć katolicki ślub. Skonstruowałem sobie filozofię, że ta kobieta została mi przeznaczona przez Boga. Zdradziła mnie z bogatym facetem, który jest starszy od niej o dwadzieścia pięć lat. Nagle posmutniałaś, z czego się domyślam, że coś podobnego też spotkało ciebie. Chciałbym ci zadać jakieś pytanie, ale pewnie nie odpowiesz, bo cały czas myślisz.
Gdy ludzie zaczynają rozprawiać o miłości i zdradzie, rozmowa od razu się ożywia i nabiera rumieńców.

Wiedza o cudzych sekretach zaspokaja próżność. Myślę, że istota człowieczeństwa wyraża się w miłości. Zdrada jest próbą zabicia człowieka, uczynienia z niego zwierzęcia lub martwego przedmiotu. Przestając wierzyć w miłość, popada się w rozpustę, której działanie podobne jest do alkoholu. Chwilowe uniesienie i trwający wiele dni kac. W społeczeństwie mieszczańskim, gdzie intensywność uczuć jest mierzona zasobnością konta bankowego, istnieje duża tolerancja dla rozpusty. Nie jest czymś nagannym, bo odzwierciedla wyścig szczurów. Ten okaże się sprytniejszy, kto pierwszy zdradzi. Dlaczego wciąż kocham moją byłą dziewczynę? Bo mnie zdradziła.

Widzę, że oboje już jesteśmy troszeczkę pijani. Ubóstwiałem ją jak madonnę. A może była diablicą? Pisarz powinien lekko unosić się w powietrzu. Lewitować jak chaldejski mag. Tylko wtedy posiada zdolność do ogarnięcia rzeczywistości. Oczywiście, jest to stan nienaturalny dla człowieka, dlatego upadek z wysokości staje się nieunikniony. Chodzi o to, aby nie zabić się na śmierć. Teraz przypadło mi w udziale upaść na dno rzeczywistości. Spadając z wysokości utraciłem zdolność do rozróżniania dobra i zła. To znaczy, zawsze zdawałem sobie sprawę z umowności tych pojęć, choć w powieściach posługiwałem się nimi nienagannie. Więc kim ona była, ta kobieta? Patrzę w te twoje ładne oczy i już znam odpowiedź. Była katem.

Chcę, abyś zrozumiała, że nie potrafię żyć dla siebie. W pewnym sensie nie istnieję. Stałem się medium, przez które przechodzą wiązki wrażeń. Przelewam je potem na papier. Na tym polega pisanie. Kobieta musi wziąć ode mnie trochę ciężaru, dzięki któremu latam. Dziś zdrada jest jedyną zbrodnią, nie podlegającą karze. Oczywiście, są sprawy rozwodowe, ale nie są one procesami karnymi. Niektórzy uprawiają zdradę jak sport, kolekcjonując zdjęcia ofiar niczym seryjni mordercy. W betonowych dżunglach wielkich miast, w knajpach i klubach przyczaiły się szakale, hieny i wilki. Ten drapieżnik powie, że kocha, żeby potem oszukać. Ukraść i zawłaszczyć lata twojego życia.

Ale miłość jest ślepa. Nie da się jej nauczyć na postawie życiowego doświadczenia. Pogodzić ją z racjonalnym spojrzeniem na świat. Nigdy nie masz pewności, czy ukochana osoba nie okaże się zdrajcą. Miłość jest skokiem w przepaść, bezgranicznym otwarciem się w zaufaniu wobec innej osoby. Czytałem relację z Czarnobyla o tym, jak psy pilnowały domów, których właściciele zostali ewakuowani. Gdy przyjechali żołnierze, łasiły się do nich, wreszcie widząc człowieka. A tamci do nich strzelali, bo takie mieli rozkazy. Kochająca osoba, którą zdradzono, też podobna jest do psa, biegającego wokół domu, gdzie nie ma już właściciela. Być może kiedyś wróci i tak samo zastrzeli.

Masz bardzo smutną twarz. Wzdrygnęłaś się nieznacznie, gdy wymówiłem słowo „zdrada”. Domyślam się, jaki jest powód. Coś nas łączy. Oboje zostaliśmy zdradzeni. Aby nie słyszeć szyderczego śmiechu, donoszącego się z nicości, postanowiłem ratować moją byłą dziewczynę. Wmówiłem w siebie, że jest niewinna. Padła ofiarą cynicznego uwodziciela, który uczynił z niej niewolnicę, oddającą się za prezenty. Wcieliłem się w rolę błazna. Cierpiąca dusza jest naga, dlatego domaga się nakładania masek. Im bardziej mnie upokarzała, tym większą czerpałem satysfakcję z odgrywania tej roli. Chrystus kazał przebaczać, ale ja niestety nie byłem Chrystusem. Wsiadłem na karuzelę, która kręciła się w rytmie jej „tak” lub „nie” wypowiadanych od niechcenia. Wielkie wahadło rozdzierało mi pierś. Złożyłem hołd temu, co mnie ujarzmiało. Powiedziałem, że ją kocham. W tym momencie zostałem ofiarą, a ona katem.

Gdy przestałem być klownem, zostałem więźniem. Zamknięto mnie w celi, gdzie stało łóżko, stół, krzesło. Był telefon. Najpierw pomyślałem, że nie będę dzwonić do swojego kata. Ale potem zrozumiałem, że muszę, bo go kocham. Kat nie odbierał przez kilka dni. Widocznie miał u siebie na górze ważne spotkania i rozmowy. Albo pojechał w delegację, bo był jedynym katem w okolicy. Gubiłem się w domysłach i wydzwaniałem dziesiątki razy dziennie. Wreszcie podniósł słuchawkę. Na moje błagania o wypuszczenie z więzienia odparł gburowato, że jest zajęty i się rozłączył. Zrozumiałem, że muszę własną ręką napisać akt oskarżenia przeciwko sobie, bo sędziowie wzięli urlopy. A być może teraz w ogóle nie ma sędziów, a tylko są kaci i ich ofiary. Jestem człowiekiem wykształconym. Pomyślałem, że wiarygodność aktu oskarżenia będzie większa, jeżeli odwołam się do losów jakieś znanej postaci. Na przykład Sørena Kierkegaarda i Reginy Olsen. Napisałem, że kocham własnego kata i zgadzam się na bycie ofiarą do końca życia. Teraz, rozmawiając z tobą, zrozumiałem, jak wielki błąd popełniłem. Kierkegaard posłużył się Reginą jak wytrychem, obalając heglowski system rozumnej rzeczywistości, która w istocie usprawiedliwiała przemoc. Uzasadnił bunt jednostki przeciwko ogólnemu prawu. Ja zaś wykorzystałem Kierkegaarda, aby udowodnić niezmienność własnego położenia jako ofiary.

Kat przeczytał akt oskarżenia. Na jego twarzy pojawił się nikły uśmiech. Dał mi go do podpisania, co uczyniłem lekką ręką. Myślałem, że ominą mnie tortury i jak najprędzej wstąpię na szafot. Chciałem wykonania szybkiej i bezbolesnej egzekucji. Pobyt w więzieniu, gdzie moim jedynym towarzyszem była samotność, napełniał mnie przerażeniem. Ale kat odesłał mnie z powrotem do lochu. Nadal siedziałem w celi, powstrzymując się od dzwonienia. Paznokciem wydrapywałem kreski na ścianie, odmierzając ilość dni. Nie wytrzymałem i zadzwoniłem do kata, bo przecież go kochałem. Chciałem tortur i je miałem. Wyłupał mi oczy, które już nie mogły płakać. Topił mnie, dusił, łamał żebra. Torturował prądem. Dręczył bezsennością. Wstrzykiwał truciznę kłamstwa, powiększając wyrzuty sumienia, abym odczuł własną winę w całej okazałości. W końcu zgodził się na wyznaczenie dnia egzekucji, ale nie podał godziny. Dzwoniłem do niego z rana, w południe i wieczorem. Nie odbierał telefonu. Zrozumiałem, że znowu jest zajęty, bo był jedynym katem w okolicy. A być może tych katów było wiele i spotkali się na imprezie. Nieobecność sędziów i kata mnie denerwowała. Musiałem sam przeprowadzić własną egzekucję. To, co nieuchronne, powinno było nastąpić. W asyście strażników wszedłem na szafot.

Przecież chciałem tylko uratować swoją byłą dziewczynę. Jak Orfeusz zstąpiłem do piekła. Szukałem Eurydyki, ale zamiast niej zobaczyłem ciebie. Skamieniałaś od bólu. Twoje serce jest podobne do głazu, bo ukrywa wielką tajemnicę. A być może nie ma już żadnych tajemnic, a tylko są ordynarne plotki. Nie wierzymy już w miłość, więc nich nas połączy cierpienie i ból. Chcę powiedzieć, że cię kocham. Nie, nie żartuję. Bo dzięki tobie znowu jestem pisarzem. odzyskałem zdolność do latania. Mogę pisać.

Jesteśmy już porządnie wstawieni. Wracając do poprzedniego wątku, chciałbym cię zapytać, co powinna czuć ofiara do swojego kata? Kochać? Nienawidzić? Nienawiść ma żołnierz do żołnierza z wrogiej armii. Bezbronna ofiarą może doznawać wobec kata, wyposażonego w wymyślne narzędzia tortur, tylko jedno uczucie – pogardę.

Już świta. Zaczyna się nowy dzień. Mój kolega i twoja koleżanka zasnęli zmęczeni seksem. Głośnie jęczała podczas stosunku. Sąsiedzi mogli wezwać policję. Wezmę cię za rękę. Pójdziemy na spacer, żeby obejrzeć wschód słońca. Uważaj na walające się po podłodze butelki. Idźmy cicho, aby nie obudzić pary kochanków. Przekręcasz zamek. Jesteśmy już na klatce schodowej. Chcę ci coś powiedzieć. Omal się nie powiesiłem z powodu mojej byłej dziewczyny.

Eugeniusz Sobol

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s