Siergiej Łojko, Lotnisko

Ukraiński Stalingrad

Literatura po omacku szuka sposobów wyrażania wojny na Ukrainie. Jedna z najciekawszych książek, które ukazały się ostatnio, to niewątpliwie „Lotnisko” Siergieja Łojki. W publikacji tej mamy do czynienia z przepleceniem kilku wątków. Odtworzeniem ostatnich pięciu dni z trwającej 242 dni od maja 2014 r. do stycznia 2015 r. bohaterskiej obrony donieckiego lotniska przez niewielki oddział ukraińskich żołnierzy, nazywanych cyborgami. Drugim wątkiem jest życie bohatera powieści Aleksieja Mołczanowa, a także jego perypetie miłosne. W postaci tej autor zawarł wiele cech własnej biografii – jest byłym obywatelem Rosji, mieszkającym w Stanach Zjednoczonych, cenionym fotografem wojennym pracującym dla poczytnego dziennika wydawanego w Los Angeles, który relacjonował już wiele konfliktów zbrojnych. Warto podkreślić, że Łojko spędził cztery dni z cyborgami na lotnisku, zaś jego zdjęcia z Majdanu i wojny na Donbasie są uznawane za wyróżniające się pod względem artystycznym. W związku z wyeksponowaniem autobiografizmu w tym utworze, który autor nazywa powieścią opartą na rzeczywistych zdarzeniach, powstaje pytanie, czy nie lepiej byłoby ograniczyć się do właściwego w tym przypadku gatunku reportażu? Zwłaszcza, że Łojko jest już autorem opublikowanego w 2004 roku po rosyjsku zbioru reportaży o wojnie w Zatoce Perskiej „Szok i bojaźń. Wojna w Iraku”. W tym romansowo-autobiograficznym wątku znalazłem kilka, mogących razić czytelnika niekonsekwencji, zakłócających prawdopodobieństwo powieściowe. W trakcie pisania recenzji dowiedziałem się, że Hollywood zamierza na podstawie „Lotniska” nakręcić film. Być może obdarzając swego bohatera bogatym życiem erotycznym autor miał na myśli ekranizację swej powieści w przyszłości? Ponadto, w jednym z wywiadów Łoiko zaznaczył, że wojna na Donbasie stała się dla niego osobistym przeżyciem, ponieważ ginęli na niej Ukraińcy i Rosjanie. Nie potrafiłby napisać „obiektywnego” reportażu pozbawionego emocji. Tylko w powieści mógł wyrazić sprzeczne, targające nim uczucia, przedstawić bohaterstwo, podłość, namiętności, z którymi spotkał się na tej wojnie. Ponadto, w powieści mamy do czynienia z ostrą krytyką całego środowiska dziennikarskiego, które potrafi wykorzystywać współpracowników z krajów byłego ZSRR do niewolniczej pracy za marne pieniądze.


Aleksiej jest postacią dynamiczną. Znajduje się w kluczowych momentach wydarzeń na Ukrainie – na kijowskim Majdanie, podczas aneksji Krymu oraz na Donbasie. To postać złożona, posiadająca dwa aspekty osobowości – jasny i ciemny. Z jednej strony Aleksiej jest szczęśliwym mężem pięknej Ksenii, z którą wyemigrował z Rosji do USA i założył tam rodzinę. Z drugiej – jego biografia pełna jest tajemnic. Jako desantowiec brał udział w wojnie afgańskiej. Następnie, relacjonując wojnę na Kaukazie, został porwany przez czeczeńskiego watażkę. Udało mu się uciec z niewoli zabijając kilku jego krewnych. Aleksiej potrafi jednym ciosem znokautować przeciwnika. Jednak po śmierci żony nie potrafi odnaleźć siebie w życiu. Poszukuje ekstremalnych wrażeń, żeby zapomnieć o stracie bliskiej osoby. Donieckie lotnisko przyciąga go niczym magnes, a wśród cyborgów czuje się we własnym żywiole. Podczas lektury „Lotniska” porównywałem go z inną książka o wojnie na Donbasie, mianowicie „Iłowajskiem” Jewhena Połozija. Twórcy raczej ograniczają się do opisywania wybranych wycinków rzeczywistości. Widzimy, że jeszcze nie nadszedł czas na całościową ujęcie wydarzeń w Ukrainie. Ale jednak w „Lotnisku” zarysowała się tendencja do stworzenia takie panoramy.

Metafora „ukraińskiego” Stalingradu odgrywa doniosłą rolę w tym utworze. Ze strategicznego punktu widzenia lotnisko to jest nazywane w książce „mieczem Damoklesa, wiszącym nad Donieckiem”. O pewnych aspektach tego symbolu Łoiko też wspomniał w rozmowie, która się odbyła w studiu rosyjskiej rozgłośni „Echo Moskwy” 29 października 2014 roku. Jej zapis usunięto z internetu na mocy rozporządzenia służby państwowej Rosji „Roskomnadzor”. Właśnie dzięki bohaterstwu i poświęceniu cyborgów, został przetrącony kręgosłup rosyjskiemu imperializmowi, uważa autor. Przeprowadził on paralelę między sytuacją Armii Czerwonej w latach 1941-1943 a ukraińskimi żołnierzami walczącymi z separatystami.

Powstaje jednak pytanie, czy Ukraińcy potrzebują opisywania tej wojny za pomocą sowieckich kodów kulturowych lub klisz wziętych z literatury rosyjskiej? Czy nie powinni dążyć raczej do stworzenia własnej narracji? Ale czemuś nikt ze znanych ukraińskich pisarzy dotychczas nie wydał książki o Majdanie czy wojnie na Donbasie. I do jakiej literatury trzeba zaliczyć książkę „Lotnisko” – rosyjskiej czy ukraińskiej? Napisał ją Rosjanin, noszący nazwisko świadczące o ukraińskich korzeniach. Jego bohater Aleksiej Mołczanow solidaryzuje się z protestującymi na Majdanie i utożsamia się ze sprawą obrony Ukrainy przed rosyjską inwazją. W jednym z ostatnich epizodów fotograf odkłada kamerę, bierze do ręki karabin maszynowy, dołącza do cyborgów i strzela do separatystów i Rosjan, ponieważ w jego przekonaniu bierze udział w walce dobra ze złem. Także jego burzliwy romans z piękną Ukrainką Niki, którą ratuje przed kulą snajpera podczas masakry na ul. Instytuckiej w Kijowie, służy podkreśleniu więzi z tym krajem. Tak naprawdę książka Łojki to gniewne oskarżenie skierowane pod adresem władz i całego narodu rosyjskiego za rozpętanie wojny u sąsiada. Porównuje odpowiedzialność, którą ponoszą Niemcy za zbrodnie Hitlera, z winą Rosjan wykonujących rozkazy Putina. Aleksiej umiera w wyniku odniesionych ran, zaś jego śmierć należy interpretować jako wyraz pokuty za przewinienia rodaków.

Niewielki oddział Ukraińców, składający się z sześćdziesięciu żołnierzy, zaciekle broni się w ostatniej kontrolowanej przez nich sali terminalu lotniczego, do której przylega bunkier, służący za miejsce wypoczynku oraz magazyn amunicji. Praktycznie pozbawieni są snu, wody, zaopatrzenia. Rozpaczliwe próby przebicia się do cyborgów, które podejmuje ukraińska armia, kończą się jednak niepowodzeniem. Niekiedy udaje się tylko wywieźć rannych. Separatyści i rosyjscy żołnierze atakują bez przerwy. Już opanowali pierwsze piętro terminalu oraz piwnicy. Nie mogąc pokonać cyborgów w uczciwej walce, udają się do postępu. Wysadzają filary, sufit oraz podłogę pod tą salą. Pod gruzami ginie większość obrońców. Znaczna część cyborgów stanowili żołnierze, którzy zgłosili się na ochotnika. Udział w obronie lotniska był dla nich świadomą decyzją egzystencjalną, podjęta wbrew logice i zdrowemu rozsądku. Ponoszący ogromne straty przeciwnik wreszcie zrozumiał, że ma do czynienia z zupełnie inną ukraińską armią. Nie tą tchórzliwą i bezradną, ciągle wycofującą się i zamykaną w kotłach, jak pod Iłowajskiem, lecz żołnierzami zmotywowanymi do stawiania oporu. Tak więc, ofensywa separatystów została zatrzymana, co stało się w znacznej mierze dzięki odwadze cyborgów. Był to przełomowy moment w wojnie na Donbasie, który spowodował wskrzeszenie duchu bojowego Ukraińców. Myślę, że jako wzór dla przedstawienia bohaterstwa ukraińskich żołnierzy Łojkowi posłużyła powieść Wasilija Grossmana „Życie i los”, zwłaszcza jej epizod z bohaterską obroną „domu Pawłowa”. W obu przypadkach – żołnierzy sowieckich i ukraińskich – źródłem heroizmu nie stały się rozkazy dowództwa, które traktowane jest z nieukrywaną pogardą za swoją bezmyślność i brak kompetencji, lecz wewnętrzne przekonania walczących, będące próbą ocalenia godności ludzkiej. Fragment utworu Grossmana został nawet przytoczony w książce. Jego powieść usiłuje czytać w pociągu Rosjanka Natalia Siergiejewna, która wraca całkowicie zdruzgotana z Ukrainy, gdzie wreszcie odnalazła grób swego syna poległego na Donbasie. Była okłamywana przez rosyjskich urzędników i oficerów, twierdzących że zginał on podczas ćwiczeń w obwodzie rostowskim. W rozdziale „Wyspa Krym” znajdziemy bardzo pomysłowe wykorzystywanie cytatów z dziennika Iwana Bunina „Przeklęte dni”. Widząc na stacji kolejowej uzbrojonych Kozaków lub spotykając później ubranego jak białogwardzista dowódcę separatystów Dyrkina, w którym czytelnik bez trudu rozpoznaje Igora Striełkowa (Girkina), bohater odnosi wrażenie, że znalazł się w jakieś alternatywnej rzeczywistości wśród postaci, które przeniknęły na Ukrainę prosto z filmów albo książek poświęconych wojnie domowej w Rosji, na przykład „Cichego Donu” Michaiła Szołochowa. Autor otwarcie drwi z nie mających żadnego związku z rzeczywistości klisz rosyjskiej propagandy. Przedstawił karykaturalne ujęcia prezydenta Rosji, jego doradców, a także separatystów. Wpływy buninowskiej prozy obecne są też w opisie przypominających arkadyjską sielankę wakacjach Aleksieja i jego przyszłej żony Ksenii, spędzanych w podmoskiewskiej wsi.

Chociaż w „Lotnisku” nie ani razu nie pada nazwisko Lwa Tołstoja, wpływy tego pisarza możemy dostrzec m. in. w konstrukcji postaci cyborga Antona o pseudonimie „Skerzo”. Siedząc na posterunku prowadzi on z Aleksiejem rozmowy na tematy filozoficzne. Potem gra na flecie i ten rozlewny opis muzyki unoszącej się nad okopami można uznać za najciekawszy w powieści. Tylko sztuka jest w stanie przynieść ocalenie w czasie wojny. Ten wątek pojawia się także w zakończeniu książki, gdy w Kijowie zostaje otwarta wystawa zdjęć cyborgów, które robił nieżyjący już Aleksiej. Cieszy się ona olbrzymią popularnością, ogląda ją nawet prezydent Ukrainy. W taki oto sposób dzieła fotografa tryumfują nad bezsensownym okrucieństwem wojny.

Siergiej Łojko, Lotnisko, przełożył Wladimir Sztokman, Fundacja Ars Longa, Kraków 2016

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s