John Banville, Morze

John Banville, Morze, przeł. J. Jarniewicz
Wydawnictwo Znak, Kraków 2007

Urodzony w Irlandii John Banville jest obecnie uznawany za jednego z najlepszych pisarzy anglojęzycznych, a za swoją ostatnią powieść „Morze” został w 2005 roku uhonorowany prestiżową nagrodą Bookera. W opinii krytyków Banville to nieprześcigniony mistrz w zakresie stylu piszący po angielsku, jego zimna i obiektywna proza wzoruje się na utworach Vladimira Nobokova. „Morze” to książka wspaniała, ale zarazem bardzo smutna. Jest połączeniem dogłębnego studium umierania chorej na raka Anny oraz opisu bólu utraty i żałoby, która po śmierci żony stała się udziałem Maxa Mordena, narratora powieści. Banville rozwija i wzbogaca tradycję proustowską, tworzy wielopłaszczyznową prozę wspomnieniową. „Przeszłość jest dla mnie schronieniem, wędruję do niej ochoczo i zostawiam za sobą zimną teraźniejszość i jeszcze zimniejszą przyszłość”, taki program własnego życia formułuje po odejściu Anny Max Morden. Rozpaczy przeciwstawia bohaterski wysiłek odnalezienia praźródeł własnej osobowości i w tym celu przybywa do pensjonatu „Pod Cedrami” w nadmorskiej wiosce Ballyless, mitycznej krainy swojego dzieciństwa, gdzie przed laty poznał wypoczywającą nad morzem rodzinę państwa Grace’ów. Najpierw zakochał się w pani Grace, potem swoje uczucie przeniósł na jej córkę Chloe. Chłopak i dziewczyna zaczynają odkrywać w sobie pierwsze impulsy erotyczne w czasie kąpieli w morzu, wspólnych zabaw na plaży. W chwili decydującego zbliżenia, na gorącym uczynku nastolatków przyłapuje guwernantka Rose, zrozpaczona Chloe wypływa ze swoim bratem niemową Mylesem daleko w morze i oboje już stamtąd nie wracają. Banville ukazuje kondycję ludzką jako bycie-ku-śmierci, przy czym śmierć poprzez utonięcie młodziutkiej Chloe została przedstawiona, jako bardziej godna i dostojna, niż powolne konanie w hospicjum chorej Anny. Wielką metaforą powieści jest morze, będące symbolem idyllicznych wspomnień dzieciństwa, rezerwuarem pamięci, mitycznym miejscem, dokąd odchodzą najbliższe osoby. Niezapomniane są opisy morskich pejzaży Banville’a. Chociaż język i styl stanowią samoistną wartość tej powieści, warte podkreślenia są związki prozy irlandzkiego pisarza z malarstwem. Narrator, który właśnie gromadzi materiały do biografii francuskiego malarza Bonnarda, zauważa, że jego wspomnienia są ukształtowane na wzór nieruchomych scen lub żywych obrazów. I rzeczywiście, doskonałe pod względem stylistycznym opisy są jak gdyby ekfrazami jakichś nie namalowanych płócien wielkich mistrzów, z mnóstwem zaskakujących i plastycznie odwzorowanych detali. Warty odnotowania jest także przekład „Morza” na język polski. Dla wspaniałego stylisty, jakim niewątpliwie jest Banville, potrzebny był nieprzeciętny tłumacz i właśnie Jerzy Jarniewicz stanął na wysokości tego zadania, czasami podczas lektury można odnieść wrażenie, że autor pisał tę książkę po polsku.

Eugeniusz Sobol
Opublikowano w Topos 2008/6