Wasyl Łoziński, Święto po awanturze

W kwietniowym numerze „Odry” 4/2020 można przeczytać moją recenzję zbioru poezji ukraińskiego poety Wasyla Łozińskiego „Święto po awanturze” (przeł. Bohdan Zadura, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019): Wiersze Łozińskiego sprawiają wrażenie wyważonych i zwięzłych utworów. Odczuwa się, że autor należycie popracował nad każdą zwrotką. Warto podkreślić jego związek z polską poezją. Tak na przykład wiersz *** Ale czuję się bezsilny zadedykowany został Tadeuszowi Dąbrowskiemu, którego poezję Łoziński już od wielu lat tłumaczy na język ukraiński. Być może dlatego w utworach ukraińskiego twórcy widoczne jest oddziaływanie najnowszej polskiej poezji, aczkolwiek rozszerzone ono zostało o kontekst ukraiński (fragment recenzji).

Złota klatka. Rozdział 3

Początki życia Wadima w Polsce owiane są tajemniczością. Przez rok studiował w seminarium na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, ale niechętnie o tym opowiadał. Wspominał, że został przeklęty przez grecko-katolickiego mnicha ze Lwowa za rezygnację z dążeń do kapłaństwa. Potem wrócił do Kijowa, gdzie przez jakiś czas pracował dla szefa organizacji studenckiej Aleksandra Nikolenki, który pomógł mu potem w załatwieniu papierów o polskim pochodzeniu. Następnie otrzymał Kartę Polaka, otwierającą drogę do rozpoczęcia studiów w Polsce. W październiku przyjechał do Gdańska, żeby studiować filologię polską. Zastanawiał się jedynie, czy warto zamieszkać w akademiku czy wynajmować stację. Bardziej skłaniał się ku temu drugiemu rozwiązaniu, stwarzającemu lepsze warunki do nauki. Pani Irena, jego macocha, przyjechała w ślad za nim z Kijowa. Wkrótce potem wzięła ślub z panem Bronkiem, którego poznała przez ogłoszenie. Zaproponowała, aby Wadim zamieszkał wraz z nią i jej mężem w Lisieniu. Małżonek Ireny już wyraził na to zgodę. Na początku Wadim nie był przekonany do tej opcji. Wyemigrował z Ukrainy, żeby rozpocząć nowe, wolne od obciążeń przeszłości życie. Ale w końcu, ze względów materialnych, zgodził się na przeprowadzkę do Lisienia. Wynajmowanie nawet najtańszego pokoju pochłonęłoby lwą część jego i tak niewielkiego stypendium.

Czytaj dalej „Złota klatka. Rozdział 3”

Złota klatka. Rozdział 2

Pociąg unosił Cezara do Gdańska. Za oknem przemykał pejzaż ponurej równiny. – Kraj krzyży i chmur – pomyślał pasażer intercity. Od pewnego czasu z niechęcią opuszczał Warszawę. W stolicy liberałom udało się stworzyć miasto przyszłości. Otwarte, przyjazne dla ludzi, przytulne. Kochał te knajpki na Powiślu, w których miał mnóstwo znajomych, widok dobrze ubranych ludzi, nocne imprezy na Mazowieckiej, nieśpieszną monotonię zakupów w „Arkadii”. Cała Polska zazdrościła Warszawie i do niej lgnęła. Przypieczętowaniem potęgi stolicy były ciągle budowane w Śródmieściu drapacze chmur. Ale teraz trzeba było stworzyć nową ideologię, bo tak kazał prezes, i Cezar trochę się obawiał o los Warszawy. Ponieważ chodziło o władzę, należało odrzucić wszelkie skrupuły. – Ta twoja pisanina jest gówno warta – krzyczał na niego Targowski bluzgając śliną. Ze wściekłością zrzucił z biurka teczkę z ostatnimi artykułami Cezara. Kartki rozsypały się po podłodze. Dziennikarz pobladł. Ze steku przekleństw naczelnego wreszcie wywnioskował, że grozi mu wyrzucenie z redakcji za zbyt pobłażliwe traktowanie opozycji. W tej ekstremalnej sytuacji ostatnią deską ratunku były dla niego kontakty z ABW, z którą współpracował jako tajny agent, choć zastanawiał się, czy z kolei Targowski nie donosił na niego agencji. – Dziś słowa już nie wystarczą, bo potrzeba nam czynów – powiedział już nieco łagodniej Targowski. Nie damy sobie rady w uczciwym pojedynku wyborczym z liberałami, bo stoi za nimi słuszność historyczna, etos opozycjonistów, którzy obalili komunizm i przeprowadzili z sukcesem transformację ustrojową. Ale powiemy, że to myśmy obalili komunę, a przejście do gospodarki rynkowej było dziełem złodziei, co na niej się tylko wzbogacili. Zarżnięcie tłustej liberalnej świni nie będzie takie trudne. Spoczywają na laurach, a dobrobyt uśpił ich czujność. Sądząc, że będą sprawować władzę do końca świata, skupili się na nabijaniu kiesy i zapewnieniu świetlanej przyszłości dla swoich dzieci. Ale myśmy zdecydowanymi ciosami obalimy te wielkie pomniki. Musimy tylko obudzić prastarych demonów polskiej nienawiści. Jak bolszewicy odwołać się do niskich instynktów. Konkretnie, są dwie sprawy – kampania antymuzułmańska i „przemysł wołyński”. Teraz zjawiska te są marginalne, ale bardzo szybko staną się mainstreamem. Jeżeli oba przedsięwzięcia się powiodą, uczynię cię swoim zastępcą.

Czytaj dalej „Złota klatka. Rozdział 2”

Złota klatka. Rozdział 1

– Spadły mi łuski z oczu i dopiero wtedy zobaczyłem prawdziwe życie. Składało się z twardych reguł opartych na znajomościach, koligacjach, układach rodzinnych. Ewidentnie nie pasowałem do tego schematu, gdyż w życiu przede wszystkim kierowałem się marzeniami, lekceważąc rzeczywistość. Jeszcze nie tak dawno łudziłem się, że uda się pogodzić oba pierwiastki – materialny i duchowy, lecz teraz zrozumiałem, że to niemożliwe. Sztuka została moją kapłanką, a ja jej rycerzem. Z jednej strony zobaczyłem ciernisty szlak walki o przetrwanie, na którym istoty ludzkie pełzały jak gady czy ropuchy, tratując się nawzajem. Wszystko po to, żeby przed zniknięciem w otchłani śmierci reprodukować do siebie podobnych. Młodzi osobnicy stawali się jeszcze bardziej przebiegli i okrutni niż ich rodzice. Ich nalane sokiem młode ciała rozsadzała żądza zabijania. Cały świat stanął na głowie. Pędzi niczym powóz niesiony przez trójkę obłąkanych koni ku katastrofie klimatycznej. Przemieszały się rasy i stany, poznikały podziały, a nowinki technologiczne spowodowały, że trudno odróżnić rzeczywistość od jej cyfrowej imitacji. Wadim odpił łyk piwa i wyciągnął z kieszeni bilet na pociąg do Berlina. – Wyjeżdżam stąd jutro, mam nadzieję, na zawsze. Przyjechałem z Ukrainy do Polski w poszukiwaniu mitu Solidarności, lecz znalazłem tylko pustkę i rozczarowanie. – Ale nic nie powiedziałeś o tej drugiej drodze – nadmienił Karol.

Czytaj dalej „Złota klatka. Rozdział 1”

Obrona ługańskiego lotniska

Ługański odcinek frontu wojny na Donbasie nie przyciągnął tak dużego zainteresowania mediów, jak walki pod Donieckiem. Zapewne dlatego, że nie było tutaj tak egzotycznych postaci jak Girkin, Motorołła, legendarnych ukraińskich „cyborgów” czy bojowników „Prawego sektora”, obficie udzielających się w przestrzeni medialnej i portalach społecznościowych. Ze strategicznego punktu widzenia Ługańsk i okolice tego miasta miały jednak doniosłe znaczenie ze względu na przebiegającą w pobliżu trasę krasnodońską, którą z Rosji dostarczano zaopatrzenie dla rebeliantów. Rozpoczynając operację antyterrorystyczną na Donbasie dowództwo ukraińskie zakładało przede wszystkim przecięcie dostaw poprzez opanowanie pasa przygranicznego, otoczenie Doniecka i Ługańska i zmuszenie tym samym separatystów do złożenia broni. Plan ten nie został zrealizowany, Ukraina zaś utraciła kontrolę nad kolejną częścią własnego terytorium.

Książka „W ogniowym pierścieniu” poświęcona jest trwającej od kwietnia do końca sierpnia 2014 roku obronie ługańskiego lotniska. Ale w zamierzeniu jej autorów powinna także przestawiać panoramiczny przegląd wydarzeń w tamtym okresie w północnej części obwodu ługańskiego, koncentrujących się wokół obrony terminalu. Kolejną zaletą książki staje się jej aspekt reporterski. Zawiera bowiem ona nie tylko napisane fachowym językiem wojskowym analizę sytuacji bojowych, stanu uzbrojenia każdej ze stron oraz szczegółową rekonstrukcję przebiegu walk, ale również wstrząsające, dramatyczne, pełne dynamizmu relacje uczestników owych wydarzeń opublikowane po ukraińsku i rosyjsku.

Czytaj dalej „Obrona ługańskiego lotniska”

Ołeksandr Koszyc i jego dziennik „Z pieśnią przez świat”

W najnowszej „Odrze” 1/2020 ukazała się moja recenzja książki „Ołeksandr Koszyc i jego dziennik „Z pieśnią przez świat” (redakcja naukowa Walentyny Sobol, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2018). „W tej książce niczym w pigułce skoncentrowana została wiedza o
ukraińskiej tragicznej historii. Czytelnik może dowiedzieć się o losach i codzienności ukraińskich emigrantów, którzy uciekli przed bolszewikami do Europy oraz za ocean, gdyż Koszyc odwiedził z koncertami ich najważniejsze skupiska” (fragment).

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

Do zatrzymania ukraińskiego aktywisty Ihora Mazura doszło 9 listopada na przejściu granicznym w Dorohusku na podstawie listu gończego Interpolu wydanego na wniosek Rosji. Wydarzenie to zbulwersowało polską i ukraińską opinię publiczną. Po przesłuchaniu Ukrainiec został zwolniony i mógł dalej kontynuować podróż, jednak warto zajrzeć za kulisy tego zdarzenia.

Mazur jest jednym z najważniejszych działaczy najstarszej ukraińskiej organizacji nacjonalistycznej UNA-UNSO (Ukraińska Narodowe Zrzeszenie – Ukraińska Nacjonalistyczna Samoobrona). Brał udział w wojnie gruzińsko-abchaskiej po stronie Tbilisi, a także uczestniczył w wojnie w Czeczenii jako członek zespołu medialnego „Wolny Kaukaz”, który nagłaśniał rosyjskie zbrodnie i stanowił zaplecze logistyczne dla wielu zachodnich dziennikarzy. Moskwa zarzuca mu czynny udział w walkach, torturowanie i zabójstwo dziesięciu rosyjskich żołnierzy, co stało się podstawą do wystawienia za nim listu gończego Interpolu. Mazur jednak twierdzi, że w tym przypadku mamy do czynienia ze sfingowaną przez Rosjan sprawą kryminalną, w której oprócz niego figurują jako oskarżeni również były premier Arsenij Jaceniuk, Dmytro Jarosz, bracia Tiahnybokowie oraz inni działacze UNA-UNSO. Część z tych ludzi w ogóle nigdy nie była na Kaukazie.

Czytaj cały tekst na stronie Nowej Europy Wschodniej

http://new.org.pl/6205-zatrzymanie-ihora-mazura-rosyjska-prowokacja

Majdan i sztuka

Sztuka na barykadach to kolejna książka z cyklu „Majdan w pierwszej osobie”, którego wydawcą jest Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej. Pozycja zawiera wspomnienia pisarzy i artystów uczestniczących w kijowskim proteście. Majdan spowodował przebudzenie kreatywności ukraińskich elit twórczych (ten temat powraca w wypowiedziach wielu osób), reżim Janukowycza zaś nie potrafił przeciwstawić im żadnych inicjatyw kulturowych.

Sztuka jednoczyła ludzi wokół szczytnej idei wolności i demokracji, a niezwykle ważna rola przypadła muzyce. Scena Majdanu funkcjonowała od rana do wieczora, a przemówieniom polityków towarzyszyły występy zespołów muzycznych. Niektórzy artyści dostrzegli w Majdanie wyjątkową szansę na promocję własnej twórczości. Ich obecność wśród demonstrantów utwierdzała w przekonaniu, że racja leży po stronie uczestników protestu.

Czytaj cały tekst na stronie Nowej Europy Wschodniej

http://new.org.pl/6193-majdan-i-sztuka

Za kulisami formuły Steinmeiera

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wywołał niemałą sensację zwołując 1 października konferencję prasową, na której poinformował o podpisaniu przez stronę ukraińską tzw. formuły Steinmeiera. Zakłada ona przeprowadzenie na kontrolowanych przez separatystów terytoriach wyborów lokalnych pod egidą OBWE w zgodzie z ukraińską konstytucją. Ich przebieg miałaby regulować zatwierdzona przez Radę Najwyższą ustawa o specjalnym statusie tej części Donbasu.

Organizowanie wyborów stanowiłoby wielki sukces Zełenskiego, ponieważ oznaczałoby przetransponowanie konfliktu na Donbasie z płaszczyzny militarnej na drogę rozwiązań demokratycznych. Obecnie widzimy, jak poważnym błędem było prowadzenie zakrojonych na szeroką skalę działań wojennych przez ekipę Poroszenki. Sądzę, że wyobrażał on sobie szybką akcję antyterrorystyczną, która zakończyłaby się zdławieniem separatystycznej rebelii w tym regionie, przysparzając mu także korzyści polityczne. Nie wziął jednak pod uwagę, że Rosja posunie się do bezpośredniej inwazji na Ukrainę, gdy wspierani przez nią separatyści zaczęli przegrywać. Był to istotny błąd strategiczny, za który Poroszenko przypłacił utratą władzy, gdyż tak naprawdę ostatnie wybory prezydenckie stanowiły plebiscyt, w którym mieszkańcy Ukrainy opowiedzieli się za poszukiwaniem innej drogi rozwiązania konfliktu niż opcja zbrojna.

Czytaj cały tekst na stronie Nowej Europy Wschodniej

http://new.org.pl/6164-za-kulisami-formuly-steinmeiera